Aktualności

Huzarzy Śmierci wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku

Data publikacji 13.08.2020

Lipiec 1920 roku przyniósł ogromne zagrożenie dla młodego państwa polskiego. Wojna z bolszewikami przybrała niekorzystny obrót. Z dnia na dzień armie nieprzyjaciela postępowały coraz bliżej serca kraju. Niepokój ogarnął Białostocczyznę, zagrożoną bezpośrednim kontaktem z najeźdźcą, toteż hasło do formowania ochotniczych oddziałów odbiło się szerokim echem wśród mieszkańców Podlasia. Nie dziwi zatem fakt, iż właśnie w Białymstoku zaczęto tworzyć Ochotniczy Dywizjon Jazdy 1 Armii, który przeszedł do historii jako Dywizjon Huzarów Śmierci. Jego formowaniem zajął się porucznik Józef Siła-Nowicki, który już wcześniej dał się poznać jako znakomity partyzant i zagończyk.

Ciągłe wycofywanie się polskich oddziałów, nękanych dodatkowo przez kawalerię sowieckiego III Korpusu Kawalerii, który nieustannie wychodził na polskie tyły starając się doprowadzić do ich okrążenia, pogarszał morale żołnierzy. Polacy szarpani byli przez szybkie mobilne oddziały konnicy, na co nie mogli skutecznie odpowiedzieć wobec niedostatku własnej kawalerii. Oddziały te były zaś niezwykle potrzebne, aby lokalnymi przeciwuderzeniami odciągnąć uwagę od głównych sił i pozwolić im „odskoczyć„ od przeciwnika, okopać się i stworzyć nową, silną linię obrony. Co więcej, tzw. ”czerwoni kozacy Gaj-Chana”, czyli oddział kawalerii Gaja Bżyszkiana, owiany złą sławą na skutek swego niesamowitego okrucieństwa, porównywanego z Armią Konną Siemiona Budionnego, wychodząc na tyły 1 Armii polskiej siali wśród żołnierzy panikę samym swoim widokiem. Do stawienia im czoła niezbędne było posiadanie własnej silnej konnicy, którą jednak dowódca Frontu Północno-Wschodniego, gen. Szeptycki, nie dysponował.
Gdy w lipcu 1920 r. okazało się, że tworzone z kilku roczników rezerwistów rezerwowe pułki kawalerii są w liczbie niewystarczającej, na rozkaz gen. Józefa Hallera, Generalnego Inspektora Armii Ochotniczej, przystąpiono do formowania oddziałów ochotniczych. Jak pokazała praktyka wojenna, okazały się one niesamowicie pomocne i znacznie wzmocniły siłę bojową polskiej kawalerii. Z dnia na dzień, działania wojenne postępowały coraz bliżej serca kraju, przenosząc się na rdzennie polskie tereny. Niepokój ogarniać zaczął Białostocczyznę, zagrożoną już bezpośrednim kontaktem ze wschodnim najeźdźcą, toteż hasło do formowania ochotniczych oddziałów odbiło się szerokim echem wśród mieszkańców okolicznych terenów. Nie dziwi zatem fakt, iż właśnie w Białymstoku zaczęto formować Ochotniczy Dywizjon Jazdy 1 Armii, który przeszedł do historii jako tajemniczy i groźny Dywizjon Huzarów Śmierci.


Formowanie


Werbunek rozpoczął się 23 lipca. Jakkolwiek w większości nabór przebiegał dobrowolnie, zdarzały się też przypadki stosowania przymusu. Dotyczyło to maruderów i dezerterów z wycofujących się, bądź rozbitych pułków polskich. Znaczna część oddziału składała się jednak z zaprawionych w bojach żołnierzy formacji kawaleryjskich. W jego skład weszła część „Jaworczyków” z legendarnego wołyńskiego Dyonu Jazdy Kresowej majora Feliksa Jaworskiego, ułanów z Pułku Jazdy Tatarskiej, jezdnych artylerii konnej, a także pluton liniowy 18. Pułku Ułanów. Istotnym problemem był brak koni, jednakże ofiarnością wykazali się tu okoliczni chłopi.
Nazwę oddziału na Dywizjon Huzarów Śmierci dowódca zmienił samowolnie, chcąc z niego stworzyć jednostkę elitarną, sądząc, iż pozytywnie wpłynie to morale nowych żołnierzy, a także nada propagandowego wydźwięku wśród nieprzyjaciół. Nawiązywała najprawdopodobniej do pruskich Huzarów Śmierci doby 1870 roku i niemieckich Wielkiej Wojny, jednakże podczas I wojny światowej oddziały „huzarów śmierci” posiadała także armia rosyjska. Imię, które przybrali żołnierze Siły-Nowickiego, okazało się być odpowiednim. Szybko bowiem zyskali oni sławę bezlitosnych wojowników. Ciągnęła się za nimi, nie do końca zgodna z prawdą, fama porywczych i groźnych mścicieli spod znaku „trupiej główki”, którzy „nigdy nie biorą jeńców”.
26 lipca niekompletny jeszcze oddział opuścił Białystok (który Sowieci zajęli 28 lipca) i udał się w rejon Małkini, gdzie dokończono jego organizację. Utworzono dwa szwadrony, z których jeden, wobec niedostatku wierzchowców pozostawał pieszy. 1 szwadron (konny) pod dowództwem ppor. Nowickiego składał się w całości z byłych „Jaworczyków” i „Tatarskich”, którzy zachowali dawne uzbrojenie, umundurowanie i swe własne konie. 2 szwadron (pieszy) pod dowództwem ppor. Pniewskiego składał się w przeważającej większości z ochotników. Chorąży Baran dowodził zaś plutonem różnej produkcji ciężkich karabinów maszynowych.
Umundurowanie i uzbrojenie Dyonu było różnorodne. Każdy żołnierz posiadał inny jego typ, w zależności z jakiego oddziału pierwotnie pochodził, a także co przyniósł ze sobą, bądź w co został zaopatrzony jako ochotnik. Bardzo szybko przyjęto jednak element ujednolicający huzarski ubiór. Był to emblemat, wzorowany najprawdopodobniej na oznace „Jaworczyków”, jednakże znany od dawna i rozpoznawalny jako międzynarodowy symbol oddziałów elitarnych, bezlitosnych i gardzących śmiercią – czaszka ze skrzyżowanymi piszczelami, wycięta z blachy (często konserwowej) lub rzadziej wymalowana białą farbą na czapkach pod orzełkiem.
Dnia 2 sierpnia, we wsi Prostyń, odbyło się zaprzysiężenie Dyonu liczącego wówczas 511 szabel i 20 karabinów maszynowych oraz podporządkowanie go dowództwu XXIX Brygady 15 Dywizji Piechoty gen. Junga.


Pierwsze walki


Swój chrzest bojowy formacja przeszła dwa dni wcześniej, 30 lipca pod wsią Dzierzby, gdzie szarżując na nieprzyjaciela zdobyła dwa kaemy. Dyon stał się konnym zwiadem. Dodatkowo, do jego zadań należało zabezpieczenie pozycji piechoty oraz utrzymywanie łączności pomiędzy oddziałami 1 i 4 Armii. Podczas wykonywania owych zadań, huzarskie patrole często napotykały oddziały przeciwnika. Dochodziło zatem do częstych utarczek, podczas których huzarzy wykazywali się walecznością i patriotyzmem. W bitwie pod Sokołowem, w której Dyon osłaniał odwrót XXIX Brygady, żołnierze porucznika Siły-Nowickiego kilkakrotnie szarżowali na pozycje bolszewickie, zadając im poważne straty. Do ataku ruszali ze śpiewem „Jeszcze Polska nie zginęła” na ustach.
W kolejnych dniach wojsko polskie, w tym Dyon „Huzarów Śmierci”, wycofywały się ku Warszawie. Po dotarciu do stolicy oddział poddano reorganizacji. 12 sierpnia w Jabłonnej dołączył do niego, jako 3 szwadron, szwadron Policji Konnej. Jego dowódcą mianowano komisarza (później podporucznika) Andrzeja Jezierskiego. Szwadron był rzadkością wśród oddziałów ochotniczych, posiadał bowiem jednolite umundurowanie. Zachowali oni swoje służbowe granatowe uniformy Policji Państwowej, czarne buty i charakterystyczne okrągłe czapki ze skórzanym daszkiem.


3 szwadron - szwadron Policji Konnej


Powołana do życia 1 lipca 1920 roku Rada Obrony Państwa, w wydanej przez siebie odezwie, wzywała społeczeństwo do obrony granic państwa i wstępowania w szeregi armii. Na apel czynnie odpowiedzieli policjanci, którzy w ogromnej większości posiadali doświadczenie żołnierskie ze służby w armiach zaborczych, bądź Legionach Polskich. Jednakże w wyniku rozkazu Komendanta Głównego Policji Państwowej Władysława Henszla, ze względu na bezpieczeństwo wewnętrzne kraju, większość policjantów musiała pozostać na swoich stanowiskach. Aby móc wstąpić w szeregi wojska policjanci musieli uzyskać specjalne zezwolenie Komendanta Głównego.
7 sierpnia taką decyzję uzyskano w Łodzi, gdzie z II okręgu PP zgłosiło się aż 80 % funkcjonariuszy. W. Henszel wydał rozkaz Komendantowi Okręgowemu do utworzenia z podległej mu kadry ochotniczego szwadronu Policji Konnej i skierowania go do obrony Warszawy. Jego dowódcą mianowano komisarza Andrzeja Jezierskiego, którego zastępcą został podkomisarz Stefan Rozumski. W ciągu jednego dnia oddział, w sile 90 ludzi, w tym 2 oficerów, był gotowy do wymarszu i w godzinach popołudniowych 9 sierpnia wyruszył na front.
Po dotarciu, 10 sierpnia, do Warszawy szwadron został rozlokowany w koszarach warszawskiej Policji Konnej przy ul. Ciepłej 13. Tam też, za zgodą W. Henszla, uzupełniono go ochotnikami z Konnej Policji m. st. Warszawy oraz funkcjonariuszami Kresowej Policji Konnej z Polesia, Wołynia i Białostocczyzny, ewakuowanymi z Kresów Wschodnich, razem 30 ludźmi. Dodatkowo do oddziału oddelegowano warszawskiego oficera podkomisarza Sarneckiego. Ostatecznie uformowany szwadron liczył 118 szeregowych i 3 oficerów.
Dowództwo nad oddziałem nadal sprawował kom. Jezierski. Dowódcami półszwadronów zostali podkom. Sarnecki i podkom. Rozumski. Szefem oddziału mianowano przodownika Wieczorka. Oddział został podzielonych na cztery plutony konne (dowódcy: przod. Majchrzak, przod. Smołaga, przod. Janiczak i st. przod. Pakuła) i pluton karabinów maszynowych (pod st. przod. Kurowskim).
Szwadron był rzadkością wśród oddziałów ochotniczych, posiadał bowiem jednolite umundurowanie. Zachowali oni swoje służbowe granatowe uniformy PP, czarne buty i charakterystyczne okrągłe czapki ze skórzanym daszkiem, angielskiego fasonu. Początkowo ich uzbrojenie składało się z karabinów produkcji niemieckiej i rosyjskiej, lecz po interwencji KG PP broń ujednolicono, zastępując je identycznymi, choć mniej wygodnymi angielskimi karabinami Enfield wz 14. Oddział otrzymał również 2 kaemy Maxim oraz 2 erkaemy systemu „Colta”. W sumie posiadał on 8 kaemów różnych systemów Dodatkowo oddział otrzymał niezbędną ilość obuwia, zapasową amunicję, a także kuchnię polową.
Dnia 12 sierpnia, szwadron, z rozkazu gen. Franciszka Latinika, nowego dowódcy 1. Armii i Wojskowego Gubernatora Warszawy, udał się do Jabłonnej i włączony został w skład Dywizjonu Huzarów Śmierci, stając się jego 3. szwadronem. Policjanci otrzymali również stopnie wojskowe odpowiednie posiadanym przez nich rangom. Od tej pory Dyon huzarów liczył już około 500 szabel i 30 kaemów. W toku walk, dzięki zdobyczom na przeciwniku, stał się on w pełni jednostką konną.


Grupa „Zegrze”


Najpierw Dywizjon skierowany został do Zegrza i włączony w skład grupy płk. Stanisława Małachowskiego. Jej zadaniem było uniemożliwienie wojskom sowieckim przekroczenia Narwi. Dywizjon Huzarów Śmierci, po krótkiej reorganizacji, skierowany został do Zegrza, gdzie przybył w nocy 12/13 sierpnia. W Zegrzu, zamienionym na obóz warowny z dużą ilością wojska, huzarzy zostali włączeni w skład grupy płk. Stanisława Małachowskiego. Oprócz Dyonu do Grupy „Zegrze” należała również: VII Brygada Rezerwowa, 6. Pułk Strzelców Granicznych, IV baon 157. Rezerwowego Pułku Piechoty oraz dywizjon artylerii polowej kombinowany z kilku odrębnych baterii. Zadaniem grupy było uniemożliwienie wojskom sowieckim przekroczenia Narwi, w szczególności poprzez obronę przyczółków mostowych na linii Zegrze-Dembe.
Rano 13 sierpnia huzarzy zostali rozdzieleni na mniejsze oddziały i wysłani w różnych kierunkach w calu intensywnego patrolowania przedpola, aby ustalić położenie nieprzyjaciela i nie dopuścić do przeprawy przez rzekę. 1 szwadron ppor. Nowickiego zajął lewe skrzydło grupy, 2 pchor. Pniewskiego został w odwodzie z zadaniem patrolowania przedpola i naprowadzania nieprzyjaciela na polskie stanowiska ogniowe. Jeden z plutonów wraz z dowództwem znajdował się w kwaterze głównej grupy zapewniając łączność pomiędzy oddziałami pierwszoliniowymi. Półszwadron 3 szwadronu pod ppor. Rozumskim zajął pozycję w forcie Dembe przy części VII BR, zaś drugi półszwadron pod ppor. Jezierskim patrolować miał okolice Serocka. 3 szwadron policyjny zajął najtrudniejszy odcinek ze względu najlepsze uzbrojenie, jak i wyszkolenie bojowe oddziału.
Pod Serockiem półszwadron Jezierskiego został podporządkowany 155. pp,dla którego przeprowadzał zwiady w kierunku miasta., który zajęty był przez bolszewików. Wobec tego dowództwo 155. pp zdecydowało się na natarcie, w którym udział wzięły również 2 plutony szwadronu policyjnego. Po ciężkich, całodziennych walkach wypełnionych wzajemnymi kontratakami i przeciwuderzeniami zapadł zmrok. 3 szwadron huzarów, który odznaczył się w walkach, m.in. odbijając kaem 155. pp, wypełniał służbę patrolową na przedpolu polskich oddziałów. Walki pod Serockiem nie przyniosły większych sukcesów. Nie zdobyto miasta, wzięto tylko 2 jeńców, lecz powstrzymano marsz sowietów na Zegrze.
Z kolei we wsi Dembe półszwadron Rozumskiego nawiązał łączność z 167. pp, który zluzował umożliwiając mu przejście za Narew. Sam półszwadron zajął się obroną przyczółka oraz poszukiwaniem zaginionej polskiej baterii znajdującej się na tyłach oddziałów bolszewickich. Most, w razie niemożliwości obrony, miał zostać spalony, toteż obłożono go słomą. Oddziały huzarskie zaś okopały się ustawiając również dwa ukryte stanowiska karabinowe. Na przedpole wyruszyły również patrole z zadaniem zwiadu oraz odszukania baterii. Niedługo później sowieci zaatakowali. Początkowo kilkakrotnie ze słabą siłą, w celu rozpoznania, później ataki się wzmogły. Na szczęście patrol plut. Smołagi natknął się na zabłąkaną artylerię, którą naprowadził na most i przeprawił przez Narew. Najsilniejsze natarcia bolszewików zostały odparte głównie dzięki owej baterii oraz stanowiskom karabinowym. Dopiero 14 sierpnia, po wyczerpujących walkach, przybyła piechota zmieniła półszwadron na pozycji obronnej i umożliwiła mu odwrót do Zegrza.


Walki o Nieporęt


14 sierpnia oddziały huzarów zostały ponownie złączone i cały Dyon wyruszył w rejon Nieporętu, aby wypełnić lukę powstałą na linii Beniaminowo-Radzymin, a przede wszystkim dostarczyć informacji o atakujących Radzymin oddziałach 27 Dywizji Strzelców 16 Armii. Od momentu przybycia huzarów dowództwo posiadało dokładne, cogodzinne raporty o sytuacji na tym odcinku pierwszej linii frontu. Huzarzy Śmierci natrafili na silne zgrupowanie nieprzyjaciela, z którym dochodziło do licznych walk. Dowództwo grupy, zaniepokojone możliwością ataku na Nieporęt, wysłało tam IV baon 157. pp z VII BR, który miał wesprzeć w bojach grupę artyleryjską złożoną z 2 baterii artylerii ciężkiej i 6 baterii lekkiej pod płk. Maluszyckim. Wieczorem 14 sierpnia również Dywizjon Huzarów Śmierci został zepchnięty i zmuszony do wycofania się do Nieporętu. Pozostawiono jednak jeden pluton ze szwadronu policyjnego w celach patrolowych i informacyjnych, który przez całą noc walczył zaciekle z sowieckim 241 pułkiem strzelców.
O godzinie 20:00 14 sierpnia bolszewicka brygada z 27 Dywizji Strzelców natarła na Nieporęt, przywitana jednak huraganowym ogniem ze wszystkich 36 dział zarzucających wroga kartaczami, nie była w stanie, mimo kilkakrotnych ataków, przełamać polskich linii obronnych, toteż około godziny 23:00 natarcia ustały. W tym też czasie do broniących się Polaków przybyły posiłki z XIX BP. Rankiem odparto kolejne natarcie sowieckie, a po południu Dywizjon Huzarów Śmierci por. Siły-Nowickiego skierowano do Beniaminowa, gdzie utrzymywał łączność pomiędzy 48 pp, a dowództwem Grupy „Zegrze”, zaś w okolicy Aleksandrowa pluton ppor. Jezierskiego utrzymywał łączność między oddziałami należącymi do 1 DL-B i 10 DP. Wieczorem cały Dyon został odwołany do Zegrza.
Straty Dywizjonu po bojach pod Nieporętem wyniosły: 11 (według innych źródeł 9) zabitych, 9 (11) rannych i kilku zaginionych oraz kilkanaście koni. Walki w okolicy Nieporętu i Radzymina umożliwiły zyskanie na czasie i umocnienie linii obrony oraz dały czas części wojsk polskich na przegrupowanie do bitwy warszawskiej. Co więcej, dokładne, precyzyjne meldunki i raporty, wysyłane przez huzarów co godzinę, były niezwykle pomocne nie tylko dla dowództwa Grupy „Zegrze”, ale także dla całego odcinka frontu. Dodatkowo energiczna, ruchliwa kawaleria skutecznie szarżująca na przeciwnika wpływała dodatnio na morale innych oddziałów broniących polskich pozycji.


Dalsze walki Dywizjonu


Wieczorem 16 sierpnia 3 szwadron Jezierskiego podporządkowano ponownie VII BR i podzielony na półszwadrony skierowano na Serock z rozkazem odbicia miasta. Półszwadron Rozumskiego zajął miejsce na lewym, zaś Jezierskiego na prawym skrzydle nacierających oddziałów. O północy po silnej kanonadzie artyleryjskiej, do boju ruszyły oddziały 155. pp, które szarżą wsparł 4 pluton policyjny, który jako pierwszy wpadł do miasta wywołując popłoch wśród nieprzyjaciół, którzy uciekli na drugi brzeg Narwi podpaliwszy za sobą most. Huzarzy natychmiast ugasili przeprawę umożliwiając 155. pp pogoń za bolszewikami. Jeszcze przez kilka godzin konni policjanci oczyszczali okolicę z niedobitków bolszewickich oddziałów. W sumie w walkach pod Serockiem 3 szwadron zdobył na nieprzyjacielu 5 kaemów, 30 koni i 50 jeńców.


Bitwa pod Kuligowem


Następnego dnia, decyzją gen. Latinika, Dywizjon Huzarów Śmierci został podporządkowany 10 Dywizji Piechoty i skierowany został w rejon Kuligowa. Podczas swego marszu patrole Dyonu oczyszczały teren z pomniejszych oddziałów rozbitej pod Warszawą 16 Armii sowieckiej, z którymi dochodziło do licznych starć. Jeden z patroli, pod plut. Smołagą, ustalił, iż w Kuligowie znajdują się znaczne siły bolszewickiej piechoty wspartej kilkoma bateriami artylerii polowej, z których większość została jednak zdążyła się już przeprawić na prawą stronę Bugu. Dowiedziawszy się o tym por. Siła-Nowicki przyspieszył marsz Dywizjonu i dotarł do przeprawy. Zauważywszy pojawienie się polskich oddziałów bolszewicy okopali się otwierając jednocześnie silny ogień na polskie pozycję. Próba przejścia przez rzekę wpław podjęta przez 1 i 2 szwadron załamała się wskutek ostrzału artyleryjskiego i karabinowego. Widząc bezsensowność dalszej walki z przeważającym przeciwnikiem wyposażonym w silne baterie, dowódca Dyonu postanowił związać je walką do czasu nadejścia oddziałów 10 DP.
Nie mogąc doczekać się posiłków, jak też zauważywszy bezowocność dotychczasowej walki, na rozkaz dowódcy, ppor. Rozumski zebrał jeden pluton złożony z 20 ochotników oraz 3 łączników z 3 szwadronu w celu wejścia na tyły przeciwnika i spowodowanie zamieszania w jego szeregach. O godzinie 18:00 oddział opuścił stanowiska i ruszył w dół rzeki. Jednocześnie, aby odwrócić uwagę bolszewików od manewru, rozpoczęto silny ostrzał ich pozycji, na co zmasowanym ogniem odpowiedziały działa i kaemy przeciwnika. Wzajemny huraganowy ogień został przerwany dopiero o zmroku. W tym czasie oddział Rozumskiego szukał dogodnego miejsca do przeprawy, aż w końcu, około godziny 22:00, przeszedł na drugą stronę Bugu pod wsią Popielarze. Dalej kierując się pomiędzy Kanią Niemiecką i Kanią Polską doszedł do wsi Popowo Piaski, gdzie napotkał na przeciwdziałanie sowieckiej piechoty. Po półgodzinnej walce huzarzy wycofali się bez strat na wieś Popowo Kościelne. Podczas marszu natknięto się na polanie na silniejszy oddział nieprzyjaciela, który mimo szczupłych sił postanowiono zaatakować. Salwa karabinowa zaskoczyła i zdezorganizowała śpiących „bojców”. Po pewnym czasie oficerowie zaczęli jednak opanowywać panikę i skupiać wokół siebie żołnierzy domyślając się słabości polskich sił. W obawie przed okrążeniem huzarzy przystąpili do gwałtownej szarży, dzięki której rozproszyli część sił przeciwnika i przebili się do lasu i skierowali ponownie w stronę rzeki. Niestety, w lesie pluton wpadł w zasieki. Groziło mu śmiertelne niebezpieczeństwo, gdyż za sobą miał oddziały sowieckiej piechoty. Ostrzeliwując się oddział zdołał się wydostać z zasieków i około godziny 4:00 przeprawić na drugi brzeg Bugu. Bilans działania plutonu na tyłach bolszewickich wyniósł kilku zabitych i rannych oraz wziętych do niewoli, z której jednak szybko zbiegli. Akcja przyniosła pożądany efekt, bowiem zaskoczenie oddziałów sowieckich na ich własnych tyłach pomieszało szeregi wywołując w jego popłoch i niepokój wśród żołnierzy. Oddziały stojąco naprzeciw Dyonu Siły-Nowickiego pospiesznie wycofały się kierując się na Wyszków.
Również główne siły huzarów odnosiły sukcesy militarne nad przeciwnikiem. Pod wieczór, już po wyruszeniu plutonu Rozumskiego, jeden ze szwadronów pod osobistą komendą Sily-Nowickiego, patrolując okolice wsi Borki, natknął się na sowiecką kolumnę. Szarże huzarów złamały doszczętnie opór bolszewików, którzy zginęli pod szablami polskich kawalerzystów, bądź rozpierzchli się bezładnie. W wyniku walki zdobyto 4 działa z jaszczami pełnymi amunicji, najprawdopodobniej zagarnięte wcześniej na Polakach. Poległo 3 huzarów, zaś kilku zostało rannych.


Pościg za nieprzyjacielem


Dywizjon Huzarów Śmierci por. Siły-Nowickiego nieprzerwanie parł do przodu w awangardzie kontrataku 1. Armii polskiej. Po morderczych walkach, już rankiem 18 sierpnia, oddział wyruszył na Wyszków posuwając się dwoma kolumnami po prawym i lewym brzegu rzeki. Podczas walk straży przedniej i patroli huzarskich z cofającymi się Rosjanami, wzięto ponad 100 jeńców oraz znaczną ilość broni ręcznej i ekwipunku. Wieczorem 18 sierpnia huzarzy dotarli do Wyszkowa, gdzie zatrzymali się na dwudniowy odpoczynek i reorganizację. Zadbano o zaopatrzenie, ukończono także w pełni szkolenie z obsługi kaemów. Huzarzy otrzymali również nowe, wojskowe mundury, które zastąpiły ich dotychczasowe kombinowane uniformy.
Nowe mundury, które zastąpiły dotychczasowe granatowe policyjne uniformy 3 szwadronu, na pół cywilne ubrania ochotników i różnorodne stroje dawnych formacji wśród wiarusów, miały krój podobny do wielu innych, w które wyposażano kawalerię. Posiadały jednak wiele cech je wyróżniających. Huzarzy Śmierci umundurowani byli w zielone kurtki z proporczykiem w kolorach białym i czerwonym na kołnierzu, na którym to proporczyku umieszczony był również znak huzarski – „trupia główka”. Charakterystyczny dla tego oddziału emblemat spinał także kitki, również w biało-czerwonym kolorze, znajdujące się na amerykańskiej furażerce. Żołnierze wyposażeni zostali ponadto w czarne spodnie z białym lub srebrnym lampasem po bokach oraz długie czarne buty zdobione matowymi rozetami na cholewie ciągnącej się nad kolana.
Wieczorem 20 sierpnia Dyon wyruszył, przemieszczając się lasami, w kierunku Ostrołęki. W Puszczy Kurpiowskiej ukrywały się bowiem znaczne grupy sowieckich niedobitków. Podczas marszu oddział toczył ciągłe boje z ustępującym przeciwnikiem, korzystając bardzo często z pomocy i życzliwości Kurpiów, którzy narażając swe życie dobrowolnie informowali o ruchach przeciwników, służyli także za przewodników, a nawet walczyli zbrojnie u boku żołnierzy. Niewielkie, choć uciążliwe potyczki trwały przez noc i cały następny dzień.
22 sierpnia oddział 3 szwadronu plut. Brauna wysłany został na Myszyniec i po sforsowaniu Narwi od razu napotkał sowietów. Rzuciwszy się do ataku rozbił przeciwnika zagarniając 4 działa z amunicją, kulomiot oraz 34 konie, które zostały odesłane do Ostrołęki. Jednocześnie z 3 szwadronu wydzielono również dwa kolejne oddziały pod st. wachm. Wieczorkiem w celu zniszczenie oddziału bolszewickiego operującego w rejonie wsi Lipniki. Oddziały, w poszukiwaniu sowietów, przemieszczały się samodzielnie, lecz na nieprzyjaciela natknęły się niemal równocześnie. Widząc to Wieczorek, spostrzegłszy również zamiar wymarszu wroga, nie wahając się ani chwili wydał rozkaz do ataku, toteż Rosjanie zostali wzięci w kleszcze atakujących z dwóch stron Polaków. Zdezorientowani bolszewicy bardzo szybko się poddali, zaś łupem huzarów padły 2 działa, znaczna ilość kaemów oraz około 100 jeńców. Po odesłaniu zdobyczy oddział skierował się do Lipnik. Niedługo po ich przybyciu do wsi wjechał patrol kozacki, który huzarzy, wespół z miejscową ludnością uzbrojoną w dubeltówki, flinty i karabiny, powitali gradem kul. Patrol został rozbity, a pozostałych przy życiu kozaków, wzięto do niewoli i pozostawiono we wsi w oczekiwaniu na liczniejszy oddział wojskowy.


Przeciwko IV Armii i „Czerwonym Kozakom”


Rosyjska IV Armia oraz III Korpus Kawalerii Gaja zagrożeni otoczeniem, próbowali przebić się przez polski pierścień i ruszyć na wschód. „Czerwoni Kozacy Gaj-Chana” zdawali sobie sprawę, iż nie mogą liczyć na miłosierdzie Polaków wobec ich licznych zbrodni, takich jak mordowanie jeńców, w szczególności oficerów, dobijanie rannych, profanacje kościołów, a nawet celowe wymordowanie bezbronnych pacjentów i personelu szpitala w Płocku. Wiedzieli, że w razie schwytania spotkałby ich los odpowiedni do popełnionych czynów, toteż z całym impetem parli ku granicy. 23 sierpnia pod Myszyńcem kawaleria Gaja Bżyszkiana rozniosła na szablach cały baon Brygady Syberyjskiej i ruszyła na Kolno.
Dowództwo I Armii polskiej zdecydowało się na wzmocnienie polskich sił ścigających oddziały IV Armię i III KK Dywizjonem Huzarów Śmierci, który podporządkowano 8 DP płk. Burhardt-Bukackiego. W celu wyrzucenia Rosjan z Myszyńca, utworzono dwie grupy uderzeniowe. Rankiem 24 sierpnia natarła część oddziałów 8 DP pod mjr. Tysieckim i o godz. 10:00 osiągnęła Dąbrówkę. O godzinie 10:00 przez Lipniki do Myszyńca wyruszył również Dyon Siły-Nowickiego, który natknął się pod Wykrotem na przeważające liczebnie siły nieprzyjacielskie. Huzarzy walczący w szyku pieszym, osłaniani byli przez ogień kaemów i 2 zdobytych wcześniej dział, po kilkugodzinnej walce zmusili oddziały sowieckiej 17 DS do wycofania się na Myszyniec. Pogoń za uchodzącym nieprzyjacielem została zatrzymana u stóp Myszyńca silnym ostrzałem artyleryjskim.
Obawiając się, całkowicie niesłusznie, przeskrzydlenia Siła-Nowicki wydzielił jeden pluton 3 szwadronu pod ppor. Jezierskim, który skierował w stronę część oddziałów 17 DP pod ppłk. Butkiewiczem, zaś sam zresztą Dyonu udał się w kierunku grupy Tysieckiego, pomiędzy Wolkowem, a Dudami Puszczańskimi.


Bitwa pod Myszyńcem


Po wyjściu z lasu w okolicach Myszyńca Dywizjon Huzarów Śmierci natknął się silniejszą i dużo liczniejszą kolumnę piechoty wyposażoną dodatkowo w artylerię maszerującą z taborem na wschód. Huzarzy runęli na niczego niespodziewających się wrogów, szarżując dwoma szwadronami jednocześnie na czoło oraz koniec kolumny. Polacy zmietli z powierzchni ziemi bolszewickie oddziały osłonowe i przejęli tabor. Sytuacja bardzo szybko się jednak odwróciła na niekorzyść Polaków, przeciwko którym bolszewicy wymierzyli swoją artylerię. W samym centrum, tuż obok dział, bolszewicy zgrupowali swą piechotę. Spostrzegłszy śmiertelne niebezpieczeństwo grożące huzarom, por. Siła-Nowicki zgromadził oddział przy sobie i całym impetem ruszył do szarży. Huzarzy z dziką furią runęli do ataku. Brawura kawalerzystów przełamała opór nieprzyjaciela, sam zaś atak był tak szybki, że artylerzyści nie zdążyli oddać nawet jednego wystrzału. Przerażeni sowiecki rzucili się do bezładnej ucieczki rąbani huzarskimi szablami. Mimo przewagi liczebnej i ogniowej przeciwnika oddział por. Siły-Nowickiego rozbił go i rozproszył, zagarniając wszystkie 9 dział, amunicję, ogromną ilość sprzętu i wielu jeńców.
W tym czasie pluton Jezierskiego pod wsią Dudy natknął się na niewielkie siły wroga, które rozbił natychmiastową szarżą swoich żołnierzy na niczego niespodziewającą się kolumnę rosyjską. Łupem Polaków padły 2 działa i 10 kaemów. Wzięto również do niewoli kilkunastu jeńców. Przez cały dzień oddział toczył walki w okolicy Myszyńca z różnej wielkości grupami przeciwnika. W wyniku pomniejszych walk do wieczora zdobyto kolejne 4 armaty i 5 kaemów. W sumie, w ciągu całodniowych zmagań z bolszewikami Dywizjon Siły-Nowickiego, zdobył 15 dział, 15 kaemów, około 200 koni, kilkudziesięciu jeńców oraz „kilka kilometrów taboru” z ogromną ilością wszelkiego rodzaju sprzętu wojskowego.

Bitwa pod Lemanem


Po nocnym odpoczynku Dyon pełnił służbę patrolową okoli Myszyńca, prowadząc dalej akcję oczyszczania terenów z sowieckich niedobitków. Wieczorem 25 sierpnia huzarzy natknęli się na silny oddział nieprzyjacielski – trzy szwadrony kozaków „Gaj-Chana„. Ze swego pierwszego wielkiego pojedynku kawaleryjskiego Huzarzy Śmierci wyszli w pięknym stylu, pokonując wroga, przy pomocy części oddziałów 77. pp, które związały pewną część sił bolszewickich. Szarże ”Czerwonych Kozaków” załamywały się w polskim ogniu, zaś taktyka walki i dzika furia z jaką huzarzy rzucili się do szarży przyniosły rozgromienie bolszewików. Większość kozaków została doszczętnie wycięta. Walkę przeżyło jedynie 100, którzy w porę, poddając się, rzucili broń. Łupem Polaków padło 10 kaemów i duża liczba koni. Dywizjon pozostał w rejonie Myszyńca do 29 sierpnia prowadząc dalej akcje oczyszczania okolicznych terenów z mniejszych i większych oddziałów nieprzyjacielskich.

Reorganizacja Dywizjonu


29 sierpnia oddział por. Siły-Nowickiego skierował się do Ostrołęki, a następnie do Rydzewa. 8 września, po ustaniu walk w ty rejonie, Dyon przez Kołobiel dotarł do Starej Wsi. 13 września 1920 roku rozkazem Komendy Głównej Policji Państwowej w Warszawie 3 szwadron Dyonu Huzarów Śmierci pod ppor. Jezierskim został wydzielony ze struktur organizacyjnych dywizjonu i przeniesiony został do Warszawy, dokąd wyruszył następnego dnia. Po dotarciu wieczorem 14 września do stolicy oddział został zakwaterowany w koszarach policyjnych przy ul. Ciepłej 13 i na tym zakończył się jego wojenny epizod. Huzarom, teraz ponownie już policjantom, ponownie zostały przydzielone rangi policyjne. Komisarz Jezierski, zaraz po przybyciu, po udaniu się do KG PP złożył Komendantowi Głównemu Władysławowi Henszlowi ustny meldunek z działalności swego oddziału w ramach kampanii wojennej.
16 września oddział uległ kolejnemu rozczłonkowaniu, bowiem pluton podkom. Sarneckiego złożony z funkcjonariuszy policji z Warszawy, Białostocczyzny, Wołynia i Polesia pozostał w Warszawie, zaś policjanci łódzcy z kom. Jezierskim na czele, przez Błonie, Sochaczew i Łowicz dotarli do rodzinnego miasta, po czym ulegli rozformowaniu i powrócili do służby. Również pozostawiony w Warszawie pluton uległ po niedługim czasie rozbiciu, a Konni Policjanci powrócili do służby w swoich macierzystych komendach okręgowych. W tym czasie Dywizjon stacjonujący w Starej Wsi szkolił nowych ochotników, nie tworząc jednak nowego szwadronu, a jedynie uzupełniając pozostałe dwa. Wszelkie braki w uzbrojeniu i wyposażeniu żołnierzy zostało uzupełnione.

Końcowa faza polskiej kontrofensywy


Po reorganizacji Dyon, liczący ponownie około 500 konnych i 20 kaemów, został skierowany nad Niemen, gdzie koncentrowały się polskie siły zbrojne w celu ostatecznego rozbicia przeciwnika. Został skierowany do odwodu razem z III Brygadą Jazdy, której został podporządkowany. Awansował tym samym z roli kawalerii dywizyjnej do rangi samodzielnego oddziału kawaleryjskiego, co każdy konny uważał za bardziej zaszczytne. Dopiero 28 września III Brygada Jazdy, wraz z Dyonem Huzarów Śmierci, udała się w okolice Radunia. Tam, ku rozczarowaniu kawalerzystów, otrzymali oni zadanie zabezpieczenia skrzydeł na styku Dywizji Ochotniczej i 1. Dywizji Litewsko-Białoruskiej oraz obserwacja i utrzymywanie łączności pomiędzy oddziałami. Następnie Huzarzy Śmierci udali się w rejon Lidy, gdzie zastało ich polsko-sowieckie zawieszenie broni. Odwołani zostali zatem do podwarszawskiego Teresina na dwumiesięczny odpoczynek, bowiem dowództwo obawiało się rozejścia się ochotników.
Na Litwie
Po „buncie Żeligowskiego„, w wyniku którego 9 października 1920 roku zajęte zostało Wilno i utworzono Litwę Środkową, do jego oddziałów udał się, pod koniec listopada, Dywizjon Huzarów Śmierci. Pełnić miał służbę w tzw. pasie neutralnym oddzielającym Litwę Środkową od Litwy Kowieńskiej, gdzie często dochodziło do starć prowokowanych przez obie strony. Huzarzy służyli już pod gen. Żeligowskim, a znaczna ich część pochodziła z tych, bądź pobliskich terenów, toteż oddział z łatwością mógł się ”zbuntować wobec Warszawy”. Został wcielony do I Korpusu Wojsk Litwy Środkowej gen. Jana Rządkowskiego, jako jego jazda korpusowa. Utracił on również samodzielność, stając się szwadronami liniowymi 210. Ochotniczego Pułku Ułanów. Objął straż na odcinku linii demarkacyjnej Rudniki-Olkienniki. Następnie, pod koniec 1920 roku, oddział obsadził odcinek Dobiły-Sejmany-Obale-ukiszki.
Na Litwie morale Huzarów znacząco spadło. Opuszczenie Polski spowodowało niespotykaną wcześniej dezercję i odchodzenie z oddziałów. Utrata samodzielności wywołały rozgoryczenie, nie tylko dowództwa, lecz także pojedynczych żołnierzy. Spadek dyscypliny przejawiać zaczął się również w tym, iż huzarzy często brali udział w burdach i bijatykach z żołnierzami innych oddziałów, w szczególności z artylerzystami dywizjonów konnych. Co więcej, wobec niedostatecznego wyżywienia, na które dowództwo WLŚ nie miało środków, żołnierze zaczęli dopuszczać się grabieży okolicznych wiosek.

Rozwiązanie


6 stycznia oddział przemianowano na Dywizjon Huzarów Śmierci Litwy Środkowej. Zaś z dniem 1 lutego 1921 r., po wycofaniu huzarów z linii demarkacyjnej i skierowaniu ich do Gudunaju, przestał być formalnie odrębną jednostką. Połączono go z 23. Pułkiem Ułanów Nadniemeńskich, po czym wydzielono jeden pluton konny i cały pluton kaemów, które włączono do szwadronu sztabowego Brygady Jazdy Wojsk LŚ. Szwadrony dawnego Dyonu otrzymały zaś nazwy 5 i 6 szwadronu 23. PUN. Następnie, 9 kwietnia, rozczłonkowano je i przydzielono: pierwszy do 1 DL-B, zaś drugi do 2 DL-B.
Powodem rozwiązania, oprócz spadku morale i częstych skarg, był przede wszystkim nacisk państw zachodnich na ograniczenie sił wojskowych Litwy Środkowej. Wobec tego dowództwo zaczęło rozwiązywać małe jednostki, których żołnierzy wcielano do formacji wyższego szczebla. Taki też los spotkał Dywizjon Huzarów Śmierci por. Siły-Nowickiego. Sam dowódca nie mógł się jednak pogodzić tak z utratą niezależności, spadkiem znaczenia, jak i postępującym rozbijaniem jego oddziału. Jeszcze w lutym udał się do Warszawy próbując ponownie uzyskać zgodę na stworzenie z huzarów samodzielnej jednostki operacyjnej. Niestety, nic na tym polu nie wskórał. Po jego powrocie na Litwę, okazało się, że jego oddział już nie istnieje. Udał się zatem do sztabu BJWLŚ, gdzie doszło do ostrej wymiany zdań pomiędzy por. Siłą-Nowickiem, a jego przełożonym i dowódcą BJWLŚ, podczas której porywczy i rozgoryczony porucznik dopuścił się aktu niesubordynacji, uznanego za bunt. Musiał zatem jak najszybciej uciekać, bowiem ścigać go poczęła policja i żandarmeria wojskowa. Wszelkie ślad po nim zaginął, a jedyne czym na dzień dzisiejszy dysponujemy, to hipoteza por. Stefana Brzeszczyńskiego, wedle której został on schwytany i osadzony w Wilnie więzieniu na Antokole, gdzie najprawdopodobniej zmarł.
Pod koniec kwietnia 1922 r. dawne szwadrony huzarskie powróciły do miejsca swego formowania – Białegostoku. Tam też oddelegowano huzarski pluton kaemów. 27 kwietnia 1922 roku oddziały zostały ostatecznie przemianowane na 2 i 3 szwadron 3 Pułku Strzelców Konnych. Od tej pory stanowiły one II Dywizjon 3 PSK, z którym ostatecznie, 8 grudnia 1922 r, przeniosły się do Wołkowyska.
Tak oto skończyła się historia legendarnego Dywizjonu Huzarów Śmierci, ochotniczego oddziału kawalerii porucznika Siły-Nowickiego, przed którym drżeli wrogowie. Nie była to może formacja wielka swą liczebnością, lecz z pewnością wielka swą siłą, hartem ducha, zaangażowaniem i kawaleryjską fantazją. Niewiele dziś wiemy o tym Dyonie, bowiem niedużo dokumentów zachowało się do dnia dzisiejszego, nie mniej jednak z całą stanowczością możemy stwierdzić, iż sława, jaką cieszyła się ta formacja, była jak najbardziej zasadna. Dywizjon Huzarów Śmierci należał bowiem do jednych z ostatnich prawdziwych oddziałów kawaleryjskich, a na miano prawdziwych kawalerzystów polscy huzarzy 1920 roku w pełni zasłużyli.

 

Bibliografia:
M. Gajewski, Huzarzy Śmierci wojny 1920 r., Białystok 1999;
J. Paciorkowski, Zew na front – wojna 1920 r. w „Policja 997” Nr 53 / 08.2009;
K. Krzeczunowicz (red.), Rodowody pułków jazdy polskiej 1914-1947, Londyn 1983;
A. Konstankiewicz, Broń strzelecka Wojska Polskiego 1918-1939, Warszawa 1986;
J. Szczepiński, Społeczeństwo Białostocczyzny wobec wojny polsko-sowieckiej 1920 r., [w:] „Białostocczyzna”, Nr 1, Białystok 1993;
CAW, I.400. 1670, Raport por. Stefana Rozumskiego do dowódcy 30 pp w Warszawie z dn. 12 lipca 1930 r.;
C. Leżeński, L. Kukawski, O kawalerii polskiej XX wieku, Wrocław 1991;
P. Galik Partyzanci i policjanci spod znaku trupiej czaszki. Polscy Huzarzy Śmierci w roku 1920, w „Odkrywca” Nr 7 (78) 2005;
M Pruszyński, Dramat Piłsudskiego. Wojna 1920, Warszawa 1994;
N. Davies, Orzeł Biały Gwiazda Czerwona, Kraków 2006.
Tekst na podstawie artykułu Piotra Kołodzieja "Huzarzy Śmierci w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r."
Fota: Na Posterunku, Żołnierz Polski, NAC

Powrót na górę strony