Biuro Edukacji Historycznej - Muzeum Policji
Komendy Głównej Policji

Aktualności

Stawiano je za wzór

Data publikacji 07.09.2020

Stany Zjednoczone i Dania chcą się wzorować na polskiej organizacji policjantek – donosił entuzjastycznie „Ilustrowany Kurier Codzienny” w lipcu 1939 roku. Mało kto wtedy pamiętał, że droga pierwszych kandydatek do Policji Państwowej wcale nie była usłana różami, a na swoją opinię etatowe funkcjonariuszki PP musiały pracować latami.

Kobiety w policyjnej służbie pojawiły się w początkach XX wieku. Najpierw w USA i Anglii, potem w innych krajach. Kiedy tam dawno już przestały szokować swym umundurowanym wizerunkiem, u nas – po utworzeniu Policji Państwowej – rozpoczynały się dopiero dyskusje o ich przydatności w policyjnej formacji.

KUCH NIA, KOŚCIÓŁ, DZIECI

Konserwatyści przywiązani do tradycji oraz wyrażający niechętny stosunek do gwałtownych zmian i wszelkich nowości, nie widzieli kobiet w policyjnej, typowo męskiej profesji. Jeden z nich, podpisany jako dr M. Isajew, zamieścił nawet w „Gazecie Policji Państwowej” w maju 1920 r. cykl artykułów pt. „Kobieta w służbie policyjnej”. Redakcja nie podała, niestety, notki biograficznej autora, dlatego też nic bliższego o nim nie wiemy. Wiadomo tylko, że był Rosjaninem z Petersburga, skąd uciekł przed bolszewikami (wspomina o tym w jednym z odcinków), no i tekst napisał w swoim ojczystym języku. Dlaczego akurat on, obcokrajowiec, wypowiadał się dla polskiej gazety policyjnej na temat kobiet w policji, trudno powiedzieć. Opinię w tej kwestii miał jednak zdecydowanie negatywną.

Zastrzec się muszę – pisał M. Isajew – że nie zaliczam się ani do antyfeministów, ani do przeciwników pracy kobiet. Z całym przekonaniem wypowiedzieć się jednak muszę przeciw pracy kobiet w policji (…). A o służbie kobiet w policji zewnętrznej nie może być nawet mowy, gdyż tam codziennie napotykałaby na każdym kroku przeciwieństwa, przekraczające jej uposażenie fizyczne i zdolność reagowania.

Autor nie neguje jednak przydatności przedstawicielek płci pięknej w policyjnym korpusie, ale widzi je tylko w charakterze ochmistrzyni (czyt. kierowniczki) biur, czuwającej nad ich porządkiem i czystością oraz przytulnością; bufetowej - gospodyni lub jako ochmistrzyni oddziału aresztanckiego dla kobiet i dzieci. Ale tylko i wyłącznie w tym zakresie, czysto gospodarczym.

Nie do końca też pan dr Isajew przekonany był, czy kobiety poradzą sobie w pracy kancelaryjnej, która – jego zdaniem – tylko z pozoru wydaje się prosta. Tam bowiem bardzo często ma się do czynienia nie tylko z przestępcami, ale również z ludźmi chorymi psychicznie, niebezpiecznymi dla otoczenia: nie zrównoważonymi, dewiantami, pijakami, agresywną szumowiną itp.

Postępować z nimi należy niezwykle umiejętnie i ostrożnie – ostrzega – aby nie wywołać niepożądanych ekscesów, częstokroć pociągających przykre następstwa dla obu stron. A zatem służba kancelaryjna wymaga niepodrzędnych zalet przyrodzonych, jak: powściągliwość, równowaga umysłowa i zimna krew. To są warunki niezbędne (…). Kobieta zaś, już z samego podłoża swej organizacji psychicznej i fizjologicznej, warunkom tym nie odpowie w stopniu należytym. Krótko mówiąc, publicysta „GPP” konkluduje: policyjna służba wymaga pracowników silnych, zarówno ciałem, jak i duchem. Kobiety – jego zdaniem – do nich, niestety, nie należą.

Z SERCEM DO ŁOBUZA

Na szczęście tak zdecydowanych przeciwników obecności kobiet w policji nie było wówczas wielu. Również i kierownictwo polskiej Policji uznało, że w niektórych tylko służbach, wymagających np. tężyzny fizycznej czy tzw. zimnej krwi, kobiety mogłyby nie sprostać stawianym wymaganiom. W innych natomiast ich obecność była by wręcz uzasadniona. Zwłaszcza w tych z zakresu opieki społecznej i ochrony sanitarno - obyczajowej.

Kornelia Beaujou, inna współpracowniczka „GPP” (niestety, również brak o niej bliższych danych – przyp. JP), autorka socjologicznego eseju pt. „Kobieta w Policji” („GPP”, VI 1920), wymieniła je, powołując się na doświadczenia policji zachodnich. Jej zdaniem każde państwo powinno dopuścić kobiety do służby policyjnej, tak jak obecnie, zupełnie oficjalnie są one dopuszczone do pomocniczej służby w wojsku. Przypomniała też, że wszystkie państwa Europy Zachodniej miały już w swoich szeregach przedstawicielki płci pięknej, które wykonywały specjalistyczne zadania, takie jak walka z nierządem i handlem żywym towarem, kontrole sanitarno - porządkowe, zapobieganie przestępczości wśród dzieci i młodzieży itp. Z nałożonych zadań wywiązywały się bez zarzutu.

Autorka zwróciła też uwagę na jeszcze jeden pozytywny aspekt zatrudniania kobiet w policji. Dzięki ich – dziś byśmy powiedzieli – wrodzonej empatii, skłonności do współczucia, zrozumienia i udzielania pomocy, zwłaszcza ofiarom przestępstw w sposób naturalny ocieplają one wizerunek srogiej, represyjnej formacji.

Kobieta bowiem w wielu wypadkach lepiej odczuje niedolę bliźniego – pisała – i przez praktyczną, moralną pomoc przyniesie mu ulgę lub wskaże odpowiednie źródło pomocy. Przede wszystkim zaś w tych wypadkach, gdy się o los kobiet i dzieci rozchodzi, musi być kobieta uznana za jedyną do udzielenia rady i pomocy.

POLICJANTKI Z VI BRYGADY

Z pewnością wszystkie te etyczne zasady musiały być dobrze znane naszym policjantkom z VI brygady Urzędu Śledcze go w Warszawie, skoro w programie ich szkolenia znalazły się m.in. takie przedmioty, jak stosunek do ludności, psychopatologia, walka z prostytucją czy przestępczość nieletnich.

Pierwsze umundurowane policjantki pojawiły się na ulicach Warszawy i Łodzi dopiero wiosną 1925 r. Był to efekt decyzji polskiego rządu, który zobowiązał się do wykonania uchwał Ligi Narodów oraz VI międzynarodowego kongresu z września 1924 r., poświęconego zwalczaniu handlu kobietami i dziećmi. Organizację kobiecego pododdziału powierzono wydziałowi szkolenia Komendy Głównej Policji Państwowej. Tam opracowano 3-miesięczny kurs przygotowawczy oraz przystąpiono do naboru kandydatek. Pierwszeństwo dano kobietom, które już wcześniej, w czasie wojny pełniły służbę mundurową i przeszły odpowiednie przeszkolenie wojskowe, z elementami wywiadu włącznie.

Przy naborze zwracano dużą uwagę na kondycję fizyczną kandydatek, odpowiedni wzrost (przy naj mniej 165 cm), wykształcenie (minimum 4 klasy szkoły średniej lub siedem oddziałów szkoły powszechnej), wiek (25–40 lat) oraz stan cywilny (szanse miały tylko panny lub bezdzietne wdowy).

Mizeria finansowa policji sprawiła, że do służby przyjęto wówczas zaledwie 30 pań, na czele których stanęła 33-letnia Stanisława Paleolog, członkini byłej Milicji Obywatelskiej Kobiet we Lwowie, uczestniczka wojny polsko - bolszewickiej 1920 r. Pod jej kierownictwem Policja kobieca zajmowała się zwalczaniem nierządu i handlu żywym towarem, a także prowadziła izby zatrzymań dla nieletnich przestępców i dzieci zdemoralizowanych. Dzięki zastosowanym metodom wychowawczym w resocjalizacji młodocianych przestępców polskie policjantki zyskały prawdziwy międzynarodowy rozgłos. Za wzór stawiano prowadzone przez nie izby zatrzymań w Warszawie, Łodzi, Toruniu i Gdyni.

Duże zainteresowanie pracą policjantek w izbach zatrzymań dla nieletnich oraz w ogóle służbą policyjną kobiet w Polsce okazują m.in. takie kulturalne kraje, jak Stany Zjednoczone A. P., Dania i inne, które zażądały regulaminów policyjnych, aby móc wzorować się u siebie na instytucjach polskich – napisał 8 lip -ca 1939 r. „Ilustrowany Kurier Codzienny”. Informacja ta, sygnowana przez Polską Agencję Telegraficzną, poszła w świat. W tym czasie policja kobieca liczyła w Polsce 150 etatowych funkcjonariuszek. O wiele za mało, jak na istniejący stopień zagrożenia przestępczością nieletnich oraz występującymi zjawiskami patologii społecznej.

 

Źródło: BEH-MP KGP/JP, zdj. „Na Posterunku”, archiwum KGP

Powrót na górę strony
Polska Policja