Biuro Edukacji Historycznej - Muzeum Policji
Komendy Głównej Policji

Aktualności

77. rocznica akcji „Kutschera”

Data publikacji 01.02.2021

1 lutego 1944 r. został wykonany wyrok śmierci na znienawidzonego przez mieszkańców Warszawy szefa SS i policji na okręg warszawski Franza Kutscherę. Rozkaz zgładzenia Kutschery wydał dowódca Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej AK, płk August Emil Fieldorf „Nil”, a przeprowadzenie akcji powierzono zgrupowaniu „Agat” (późniejszy „Parasol”). Franz Kutschera objął funkcję dowódcy SS i policji na okręg warszawski 25 września 1943 roku i od razu zaostrzył represje wobec Polaków. Nastąpiły liczne egzekucje uliczne, którymi Kutschera chciał złamać warszawiaków. Wzrosła także liczba łapanek.

Pomimo, iż akcja „Kutschera” nie była największą operacją polskiego podziemia, to jest ona najbardziej znanym epizodem z czasów walki z niemieckim okupantem, z uwagi na cel ataku.
Franz Kutschera - SS-Brigadeführer und Generalmajor der Polizei, dowódca SS i policji w dystrykcie warszawskim urodził się 22 lutego 1904 roku. W SS legitymował się numerem 19 659, w NSDAP 363 031. W początkowym okresie wojny zajmował wiele odpowiedzialnych stanowisk na obszarze całej Europy, podbijanej przez Niemców. Był m.in. w Norwegii, Holandii, Belgii także w Związku Radzieckim. Wszędzie dał się poznać ze swoich bezwzględnych metod działania. Był człowiekiem całkowicie oddanym ideologii nazistowskiej. 25 września 1943 roku objął stanowisko szefa SS i policji w dystrykcie warszawskim. Czas objęcia funkcji przez Kutscherę był zbieżny z rozporządzeniem Hansa Franka, traktującym o zwalczaniu zamachów na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Dokument ten był niejako wymówką i podstawą do mordowania Polaków. Kara, jaką przewidywał była tylko jedna - kara śmierci. Kutschera od razu dał się we znaki mieszkańcom Warszawy. Już 16 października odbyła się pierwsza egzekucja. Franz Kutschera był doskonałym psychologiem. Wiedział, iż publiczne egzekucje, zastraszanie ludności, życie w ciągłym stresie, gdzie każde wyjście z domu mogło skończyć się śmiercią, złamie w końcu ludność Warszawy. Wprowadzony przez Kutscherę terror miał sprawić, że silni do tej pory mieszkańcy stolicy mieli boleśnie odczuć swoją bezsilność w starciu z III Rzeszą i… mieli nie mieć już siły podnieść ręki na jakiegokolwiek Niemca. Kolejne egzekucje następowały po sobie w niewielkich odległościach czasowych. Kutschera ogłosił, iż w odwecie za każdego zabitego Niemca, mordowani będą publicznie Polacy. Kierownictwo Walki Podziemnej stanęło przed nie lada dylematem. Z jednej strony zamachy na niemieckich dygnitarzy dawały wymierne korzyści, z drugiej jednak strony - teraz to przede wszystkim ludność mogła ucierpieć na wskutek akcji Polskiego Podziemia. Mimo dużego zagrożenia, podjęto decyzję o zlikwidowaniu Franza Kutschery. Szef SS dostał się na jedno z wyższych miejsc w tzw. Akcji „Główki”.

Cała akcja musiała być poprzedzona dokładnymi przygotowaniami. Jednak w zlikwidowaniu Kutschery pomógł... przypadek. Aleksander Kunicki ps. „Rayski” prowadził akurat wywiad w pobliżu Alei Szucha i Ujazdowskich. Jego uwagę zwróciła na postać oficera SS, który codziennie przyjeżdżał do pałacyku w Alejach Ujazdowskich - siedziby komendantury SS i policji. Każdego ranka pod pałacyk zajeżdżała czarna limuzyna o numerze rejestracyjnym SS-20795, z której wysiadał dostojnik hitlerowski w skórzanym płaszczu. Zaciekawiło to „Rayskiego”, który swoją obserwację przerzucił teraz na osobę oficera SS. Dzień po dniu, obserwując Niemca, zbliżał się do miejsca, z którego przybywał samochód. I tak, dotarł do budynku w alei Róż 2. Jednego dnia „Rayski” zauważył generalskie odznaczenia, co nasunęło mu prostą myśl - oficerem, którego obserwuje od tylu już dni, jest szef SS i policji, Franz Kutschera. „Rayski” zameldował o tym kapitanowi „Pługowi”, a ten polecił dalej obserwować generała. W grudniu 1943 i styczniu 1944 roku Kutscherę obserwował już zespół złożony z kilku osób, sprawdzonych we wcześniejszych akcjach podziemia, jak akcja „Bürkle” czy akcja „Milke”. Obserwację Kutschery zaangażowany byli doświadczeni żołnierze AK: „Żak”, „Kama”, „Dewajtis”, „Hanka” oraz „Rayski”. Ustalono, iż obserwowany oficer to na pewno osławiony niemiecki oficer. Kapitan „Pług” zameldował o tym pułkownikowi Emilowi Fieldorfowi „Nilowi”, a ten z kolei zlecił wykonanie akcji likwidacyjnej. 20 stycznia 1944 roku „Rayski” złożył końcowy meldunek o zakończeniu obserwacji. Dowództwo cały czas martwiła nieregularność przyjazdów celu przyszłego ataku, ale mobilizowała informacja, że niezmiernie rzadko zdarzało się, by Kutschera do urzędu nie przyjeżdżał. Pomimo tych obaw postanowiono dokonać zamachu, zakładając jednak element losowości. Kapitan „Pług” uznał, iż na podstawie informacji od „Rayskiego” można zacząć organizować całą akcję. Przygotowaniami zajął się pluton pierwszy oddziału „Agat”, którego dowódca ps. „Lot” miał zamiar osobiście pokierować akcją „Kutschera”. Polecono, by „obserwacja” pozostawała na swoich pozycjach, nadal obserwując szefa SS, a jednocześnie wydano rozkaz, by Bronisław Pietraszewicz ps. „Lot” zabrał się do formowania oddziału, który miałby wykonać zamach na Kutscherę. „Lot” wybrał Jana Kordulskiego „Żbika”, na swego następcę i przystąpił do formowania grupy w skład której mieli wejść również wejść: Michał Issajewicz „Miś”, Zdzisław Poradzki „Kruszynka”, Henryk Humięcki „Olbrzym” i Marian Senger „Cichy”. Początkowo oddział miał mieć dwa samochody, potem dołożono jeszcze trzeci, gdyż uznano, iż jest on niezbędny przy przeprowadzeniu wyroku na Kutscherze i ewentualnej szybkiej ewakuacji.

Taktyka obrana przez oddział wydzielony do „akcji Kutschera” nie wyróżniała się szczególnie na tle innych akcji likwidacyjnych. Zwrócić trzeba uwagę na dobór sił i środków oraz trudności logistyczne. Organizacja przedsięwzięcia tego typu wymagała daleko idących środków ostrożności, szczególnie w okupowanej Warszawie. „Lot” postanowił zatarasować drogę przewożącemu generała samochodowi. Autem miał kierować „Miś”. Następnie dojść miało do strzelaniny bądź ataku granatami, co umożliwiłoby skuteczne trafienia. Dwoma pozostałymi samochodami mieli kierować Kazimierz Sott ps. „Sokół” oraz Bronisław Hellwig ps. „Bruno”. Zgodnie z planem 28 stycznia o godzinie 8:40 wszyscy byli gotowi i znajdowali się na swych stanowiskach. Łącznicy czekali na nadjeżdżający samochód. Niestety, dzień ten był jednym z nielicznych, gdy Franz Kutschera nie jechał do komendantury SS. O godzinie 9:30 „Lot” dał sygnał do zejścia ze stanowisk. Po akcji należało bezpiecznie rozejść się do domów. „Bruno” wędrował razem z kolegą z oddziału „Junem” (Zbigniew Gęsicki). Spotkali oni „Kruszynkę” oraz „Żbika” i razem udali się w dalszą drogę. Szli parami, w pewnej odległości od siebie, kiedy nagle z uliczki wyszedł patrol żandarmerii. Pierwsza para przeszła obok niego obojętnie, natomiast druga została zaczepiona przez Niemców - „Żbik” i „Kruszynka” znaleźli się w opałach. Ponieważ „Kruszynka” miał przy sobie obciążające go dowody planowanej akcji zbrojnej, rzucił się do ucieczki. „Żbik” również rzucił się do ucieczki. Niestety żandarmi ochłonęli już z zaskoczenia i zaczęli strzelać w stronę uciekającego „Żbika” raniąc go w przedramię. „Bruno” i „Juno” zostali zrewidowani przez żandarmów, jednak nie mieli przy sobie nic, co mogłoby wzbudzić podejrzenia. Nie przyznali się też do znajomości z uciekinierami. Puszczono ich wolno. „Żbik” po otrzymaniu feralnego postrzału, silnie krwawiący, schronił się u swojej ciotki, gdzie wezwano lekarza. Niestety jego ręka nie nadawała się już do leczenia - dokładnie 1 lutego w trakcie operacji zdecydowano na amputację ręki, ratując tym samym życie „Żbika”.

Nazajutrz po pierwszym nieudanym terminie, kapitan „Pług” ustalił drugi termin akcji. Miała ona odbyć się we wtorek 1 lutego 1944 roku. „Lot” na następcę „Żbika” wybrał Stanisława Huskowskiego „Alego” oraz włączył do akcji również „Juna”.

Wyposażenie żołnierzy, biorących udział w zamachu, przedstawiało się następująco:

„Lot” - dowódca i pierwszy wykonawca: pistolet maszynowy MP 40, pistolet Vis oraz granat,

„Ali” - zastępca dowódcy: granaty,

„Kruszynka” - drugi wykonawca: pistolet maszynowy Sten i granaty,

„Miś” - kierowca i trzeci wykonawca: 2 pistolety Parabellum i granaty,

„Cichy” – ubezpieczenie: pistolet maszynowy Sten, pistolet Parabellum i granaty,

„Olbrzym” - ubezpieczenie: pistolet maszynowy Sten, pistolet Parabellum i granaty,

„Juno” - ubezpieczenie: pistolet maszynowy Sten, pistolet VIS i granaty,

„Bruno” - kierowca: 2 pistolety Parabellum i granaty,

„Sokół” - kierowca: 2 pistolety Parabellum i granaty.

Akcja rozpoczęła się o godzinie 9:10, kiedy „Lot” niedbałym gestem zdjął kapelusz, co było umownym sygnałem do rozpoczęcia całego przedsięwzięcia. Wcześniej jednak nastąpiła praca innych wywiadowców - Maria Stypułkowska-Chojecka ps. „Kama”, w momencie zauważenia samochodu Kutschery, zawiesiła pelerynę na prawej ręce. Następnie przeszła na drugą stronę ulicy. Na ten sygnał Elżbieta Dziębowska ps. „Dewajtis” podeszła do chodnika i wyciągnęła białą torebkę. Przeszła na drugą stronę, podobnie jak „Kama”. Anna Szarzyńska-Rewska ps. „Hanka” odebrała znak od „Dewajtis” i przekazała ustnie sygnał „Lotowi”. Ten z kolei dał wcześniej opisywany znak do rozpoczęcia akcji. Wszystko potoczyło się w mgnieniu oka. Najpierw „Miś” zatarasował samochodem drogę Kutschery. Następnie „Lot” przeszedł z narożnika Alei Ujazdowskich i z odległości metra zaczął strzelać do siedzącego Kutschery. W tym samym czasie w kierunku samochodu pędem ruszył drugi wykonawca zamachu. „Kruszynka” strzelił w stronę Kutschery. „Miś” wyskoczył z samochodu i razem z „Kruszynką” wywlekli Kutscherę, którego dobił „Miś”. Żołnierze stracili trochę czasu, szukając ważnych dokumentów Franza Kutschery, których jednak nie znaleźli. W zamian za to wzięli oni teczkę zabitego. Rozpoczęła się walka. Z pobliskich budynków posypały się strzały. Pierwszy został ranny „Lot”, który otrzymał postrzał w brzuch. Niemcy ranili jeszcze w głowę „Misia” oraz w brzuch „Cichego”. Niestety, nikt nie słyszał rozkazu zakończenia akcji, gdyż „Lot” był ranny, a jego zastępca „Ali” nie mógł wydać dyspozycji, gdyż ruszył już do samochodów przeznaczonych do ucieczki. „Bruno” zabrał „Kruszynkę” i „Alego”, natomiast „Sokół” wziął ze sobą rannych „Misia”, „Lota”, „Olbrzyma” oraz „Cichego” i zdrowego „Juno”. Skierowali się na plac Bankowy, skąd zabrali „Doktora Maksa”, po czym pojechali do Szpitala Maltańskiego, gdzie przyjęto lżej rannych „Misia” i „Olbrzyma”. Dwaj pozostali zamachowcy nie mogli być przyjęci do szpitala. Rozpoczęła się ich walka z czasem i lekarzami. Żaden ze szpitali nie chciał ryzykować przyjęcia ciężko rannych pacjentów, którzy dodatkowo zamieszani byli w akcję likwidacyjną. Wreszcie udało się członkom Polskiego Podziemia znaleźć odpowiednią placówkę. Ich tułaczka skończyła się na szpitalu Przemienienia Pańskiego. „Sokół” i „Juno” z kolei udali się, aby odholować samochód, użyty w akcji. Popełnili jednak duży błąd, wracając trasą, na której dokonano zamachu. Na moście Kierbedzia zaskoczyli ich Niemcy. Obaj ratowali się skokiem do Wisły, skąd zostali wyłowieni przez Niemców. Na szczęście na miejscu wyłowienia ich zwłok znajdował się patrol Policji Polskiej Generalnego Gubernatorstwa, którego funkcjonariusze przynależeli do Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa. Wykorzystując nieuwagę Niemców przeszukali zwłoki, przy których znaleźli oryginalne dokumenty identyfikacyjne wymienionych, które niezwłocznie zabrali i ukryli pod służbowymi płaszczami. Gdyby nie ich „zimna krew”, konsekwencje dla rodzin „Sokoła” i „Juna” mogły być tragiczne w skutkach. Na tym dramat zamachowców się jednak nie skończył. „Lot” i „Cichy” musieli zostać ewakuowani ze Szpitala Przemienienia Pańskiego, gdyż zagrażali im Niemcy, którzy szybko zorientowali się w sytuacji. Polacy mieli zostać przewiezieni do Szpitala Wolskiego („Lot”) oraz do Szpitala Ujazdowskiego („Cichy”). Niestety, i tym razem „Cichy” nie został przyjęty. Postanowiono przewieźć go zatem do Szpitala Maltańskiego.

Niestety pomimo zaangażowania lekarzy obu szpitali, 4 lutego 1944 roku zmarł „Lot”, w dwa dni później „Cichy”. W efekcie przeprowadzonego udanego zamachu na Kutscherę utracono czterech żołnierzy oraz uzbrojenie w postaci trzech Sten-ów, jednego MP-40 i ośmiu sztuk pistoletów. Nieprzyjaciel utracił generała, który był głównym celem ataku oraz 4 żandarmów. Nic dziwnego, iż załoga wykonująca zamach, została uhonorowana Krzyżami Orderu Virtutti Militari i Krzyżami Walecznych. Rozkazem KG AK przyznano Krzyż Orderu Virtutti Militari kl. V kapitanowi „Pług”. Z kolei „Lot” został mianowany pośmiertnie porucznikiem czasu wojny i odznaczony Krzyżem Orderu Virtutti Militari kl. V. Krzyżami Walecznych odznaczeni zostali „Cichy”, „Sokół”, „Juno”, „Olbrzym”, „Kruszynka”, „Miś”, „Bruno”, „Hanka”, „Kama” i „Dewajtis”. A „Rayski” został mianowany podporucznikiem czasu wojny.

Reasumując w akcji wzięło udział 12 osób:
Bronisław Pietraszewicz „Lot”,
Stanisław Huskowski „Ali”,
Zdzisław Poradzki „Kruszynka”,
Michał Issajewicz „Miś”,
Bronisław Hellwig „Bruno”,
Kazimierz Sott „Sokół”,
Marian Senger „Cichy”,
Zbigniew Gęsicki „Juno”,
Henryk Humięcki „Olbrzym”,
Maria Stypułkowska-Chojecka „Kama”,
Elżbieta Dziębowska „Dewajtis”,
Hanna Szarzyńska-Rewska „Hanka”.

Operacja rozpoczęła się kilka minut po godz. 9.00. Zamach był przeprowadzony w rejonie skrzyżowania ul. Piusa XI i Alei Ujazdowskich oraz ul. Szopena. Skuteczna akcja trwała 1 minutę i 40 sekund.

Po raz pierwszy żołnierzom Polskiego Podziemia udało się zabić dygnitarza niemieckiego o tak wysokiej randze. Podczas akcji zostało zabitych lub ranionych co najmniej kilku niemieckich policjantów i żołnierzy. Po początkowych represjach w odwecie za akcję (zamordowanie 100 zakładników), w połowie lutego 1944 r. Niemcy zaprzestali publicznych egzekucji w Warszawie.

Źródła:

Stachiewicz P., Akcja „Kutschera”, Warszawa 1986,
Morzycki-Markowski M., Zamach na Kutscherę - Polska Walcząca Tom 38, Warszawa 2017,
Kunicki A. „Rayski”, Cichy Front, Warszawa-Kraków 2015,
Strzembosz T., Akcje zbrojne podziemnej Warszawy 1939-1944, Warszawa 1983,
Stachiewicz P., Parasol, Warszawa 1991.

Fotografie:

Muzeum Powstania Warszawskiego, Wikimedia Commons, Bundesarchiv Bild

 

Czytaj więcej: https://histmag.org/Akcja-Kutschera-smierc-kata-Warszawy-5135/

Powrót na górę strony
Polska Policja