Biuro Edukacji Historycznej - Muzeum Policji
Komendy Głównej Policji

Aktualności

Z ŻYCIA WZIĘTE: RÓŻNOBARWNE KRYMINAŁKI

Data publikacji 22.02.2021

Do porannej poniedziałkowej kawy zapraszamy, do lektury opowiastek kryminalnych sprzed lat....

Kryminałki - tak nazywa się w wielu redakcjach krótkie z reguły opowiastki o zdarzeniach przestępczych, zwłaszcza o mniejszym ciężarze gatunkowym.

Najlepiej takie, przy których można się nawet rozweselić.

Tak właśnie wyobrażałem sobie temat, przystępując do ich wyszukiwania. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej skomplikowana. Kryminałki są, ale takie, że czasem śmieszno, a niekiedy - straszno. Zacznijmy jednak od tych lżejszych.

PRZEFARBOWANE KOGUCIKI

Prokuratura Rejonowa w Ostrowie Wielkopolskim w maju ubiegłego roku skierowała do Sądu Rejonowego w tym mieście nietypowy akt oskarżenia. Chodziło w nim o... koguciki.

Niejaki Marek S., prowadzący przez 3 miesiące działalność handlową pod szyldem Handel Żywym Drobiem oraz jego współpracownicy uzyskiwali nieodpłatnie pisklęta kogutków, zlecali ich przemalowanie, co doprowadzało do zmiany barwy i sprzedawali jako pisklęta kurek hodowlanych. Interes, mimo niewygórowanych cen piskląt – do 2 zł za sztukę, rozwijał się wyjątkowo dobrze.

Zdaniem prokuratury, Marek S. i inni oskarżeni wprowadzili nabywców w błąd odnośnie do płci i rasy piskląt, w następstwie czego pobierając uzyskane pieniądze wyłudzili niebagatelną kwotę... 237 670 zł. na szkodę wielu osób.

PO LODZIE NA GOLASA

Przygoda życia spotkała dwóch młodzieńców, którzy nie byli w stanie spłacić długu za narkotyki (brali je na kredyt). Zostali wywołani z mieszkania i wywiezieni w bagażniku skody nad staw we wsi Lusina. Tam dawni kumple postanowili ich ukarać. Zrobili to ze specyficzną fantazją, gdyż zażądali od ofiar, aby się rozebrały do naga i... przeszły po zamarzniętym stawie. Oprawcy, widząc, że pokrywa lodowa jest bardzo słaba, pożałowali jednak dawnych koleżków i kazali im wracać do Goczalkowa na golasa. Dłużnicy przemaszerowali nago ponad 7 km. Było to około północy i przy ujemnej temperaturze. Na drogę wydano im jednak… buty.

ROZKUTY-ZNACZY WOLNY

Ireneusz L. z Kędzierzyna-Koźla pięciokrotnie dokonywał zaboru samochodów, żeby po prostu się przejechać, aż wreszcie kolejne auto pozostawił sobie na stałe. Gdy oczekiwał na wynik posiedzenia sądu rozpatrującego wniosek prokuratora o tymczasowe aresztowanie, po prostu „wycofał się” z budynku.

Schwytany 2 miesiące później w mieszkaniu swojego znajomego, Ireneusz L. nie przyznał się do ucieczki, słusznie mniemając, że skoro konwojujący policjanci rozkuli go w gmachu sądu, to należało przyjąć, iż jest... wolny.

NA KIJE I SZTACHETY

Inną rozrywkę uprawiają młodzi ludzie na wsi. W maju 2000 r., już pod wieczór, grupa chłopców z Kierza Niedźwiedziego rozpoczęła regularną bitwę na sztachety, kije i kamienie z mieszkańcami Zbijowa Małego. Rzecz miała miejsce w Zbijowie, ale wszystko wskazuje na to, że przybysze pokonali tym razem gospodarzy. Jeśli niedźwiedź trafi w Zbije, to bić będzie i... pobije.

WESOŁY AUTOBUS

 Co znaczy tzw. mocna głowa, przekonali się policjanci, którzy po długotrwałej akcji zatrzymali wesoły autobus komunikacji miejskiej w Kaliszu w październiku 2000 r. Jego kierowca, przewożąc szóstkę pasażerów, miał w chwili zatrzymania 3,45 prom. alkoholu we krwi. Pracę rozpoczął o 14.00, a przerwano mu ją dopiero około 21.00. Przed zatrzymaniem autobusu zdesperowany kierowca zajeżdżał drogę usiłującemu wyprzedzić go radiowozowi, ale -                co najważniejsze - nie spowodował żadnej stłuczki.

LEKARZ TEŻ POTRAFI

Sprawni zawodowo po alkoholu bywają nie tylko kierowcy autobusów. W Ostrowie Wlkp. w styczniu br. przedstawiono zarzuty lekarzowi Grzegorzowi G., który, będąc w stanie nietrzeźwym oraz po zażyciu leków powodujących obniżenie sprawności psychofizycznej, wykonał samodzielnie operację i asystował przy drugim zabiegu chirurgicznym. Biegli z zakresu medycyny sądowej uznali - w swoim mniemaniu słusznie - że podejmowanie przez doktora wysokospecjalizowanych czynności medycznych stanowiło zagrożenie dla życia i zdrowia operowanych przez niego pacjentek. Zmuszeni byli jednak przyznać, że operacje wykonane były „prawidłowo pod względem technicznym" i nie spowodowały żadnych powikłań.

ŁOWCY DAMSKICH TOREBEK

Dwaj kumple, z których jeden przebywał właśnie na więziennej przepustce i bardzo się nudził, wy-specjalizowali się w kradzieży torebek kobiet... jadących na rowerach w Nowych Skalmierzycach. Jeden kierował samochodem, a drugi wychylał się przez okno i wyrywał pokrzywdzonym torebki z ręki, z ramienia lub bagażnika roweru. Mieli przy tym - do czasu - ubaw, gdy ofiara traciła równowagę i rozbijała się o         glebę.

DENTYSTA ARTYSTA

Sąd Rejonowy w Białymstoku głowił się na początku ubiegłego roku nad nietypową sprawą pewnego dentysty, choć chyba nie sadysty, który dwukrotnie, w różnym czasie i w stosunku do 2 różnych kobiet dopuścił się czynu polegającego na podstępnym ocieraniu się o pacjentki obnażonym narządem płciowym.

ZEMSTA AMOROSO

Pięćdziesięciosześcioletni bezrobotny Janusz S. zwrócił się w 1997 r. o   zapomogę do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi. Urzędniczką, która zajęła się jego sprawcą, była Anna M.

Musiała zrobić duże wrażenie na petencie, gdyż latem następnego roku otrzymała list od Janusza S., w którym... wyznał jej miłość i zaproponował wspólne spędzenie życia.

W tym miejscu kryminalek zaczyna przekształcać się w kryminał. Mężczyzna bowiem wielokrotnie telefonował do kobiety zarówno do biura, jak i do jej mieszkania. Anna M. informowała stanowczo, że nie jest zainteresowana propozycjami i żądała, aby przestał ją nękać. Bezrobotny amoroso zmienił wówczas front - zaczął listownie i przez telefon grozić urzędniczce, że pozbawi ją życia lub skrzywdzi członków jej rodziny, jeśli nie skorzysta z jego oferty.

15 września 2000 r. Janusz S. przyszedł do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi i znieważył Annę M. słowami uważanymi powszechnie za obelżywe. Tego było mu jeszcze mało. 3 listopada, zaczajony, śledził za pomocą lornetki mieszkanie małżeństwa M. Gdy mąż Anny opuścił dom, Janusz S. strzelił do niego z rewolweru. Trafi! w głowę - zemsta została zrealizowana z absolutną premedytacją...

GWAŁCICIELKI W AKCJI

Premedytacją wykazały się również dwie dziewiętnastolatki, które wraz z trójką rówieśników zatrzymały w minionym roku we Wrocławiu jadącego na rowerze niepełnosprawnego umysłowo młodego mężczyznę. Został on doprowadzony do altanki na działce, gdzie jedna z dziewcząt zaczęła się przed nim obnażać. Ponieważ nie zrobiło to na dwudziestolatku oczekiwanego wrażenia, pod groźbą pobicia ofiarę zmuszono do wykonania niechcianych przez nią czynności seksualnych.

Z OFIARY ROZBÓJNIKIEM

Nie miał też szczęścia Piotr G. z Wrocławia. Mężczyzna brał udział w rozprawie sądowej w charakterze pokrzywdzonego. Zaraz po jej zakończeniu przeistoczył się niczym w znanym opowiadaniu Roberta L. Stevensona. Udał się bowiem do pobliskiego lombardu i poprosił właściciela o pokazanie mu złotych łańcuszków. W trakcie ich oglądania prysnął sprzedawcy w twarz z miotacza gazowego i zabrał 2 łańcuszki wartości 2 tys. zł.

Fakt, że oskarżony dopuścił się rozboju bezpośrednio po opuszczeniu sądu, gdzie przecież występował w charakterze ofiary, trybunał potraktował jako dodatkową okoliczność obciążającą i skazał Piotra G. na... 5 lat więzienia.        

Autor: Marcel Tabor (na podstawie materiałów z biuletynów Biura Informacji Ministerstwa Sprawiedliwości)

Źródło: Gazeta Policyjna 12/2002 str. 26 foto: Gazeta Policyjna 1/2000

Powrót na górę strony
Polska Policja