Biuro Edukacji Historycznej - Muzeum Policji
Komendy Głównej Policji

Aktualności

Dwóch z wielu tysięcy

Data publikacji 22.04.2021

Nie wiem, czy st. post. Policji Państwowej (wówczas odpowiednik plutonowego w WP) z Oleska Łukasz Widawski poznał kiedykolwiek emerytowanego st. przodownika (odp. st. sierż. WP) ze Lwowa Zdzisława Wróblewskiego. Zapewne nie. Dzieliła ich bowiem różnica wieku (16 lat), czasu i miejsca pełnienia służby

Łukasz Widawski zaczął służbę w Policji Państwowej w 1923 r., Zdzi­sław Wróblewski zakończył ją rok póź­niej. Widawski służył w Sasowie, Ol­szance, Złoczowie, wreszcie w Olesku. Wróblewski służbę policyjną rozpoczął jeszcze w 1901 r. w policji austriackiej w ówczesnej Galicji. Od 1919 do 1923 roku był szefem Komisariatu PP na lwowskim Dworcu Głównym. W ostat­nim roku służby, przed przejściem na emeryturę ze względu na stan zdrowia, był podobno zastępcą komendanta powiatowego w Borysławiu.

Łukasz Widawski w policji polskiej był praktycznie do dnia aresztowania przez NKWD na początku października 1939 r. Zdzisław Wróblewski otrzymy­wał przed wkroczeniem Armii Czerwo­nej 120 zł emerytury i nie miał stałego zajęcia. W marcu 1940 r. pracował krót­ko jako strażnik we lwowskiej fabryce lamp elektrycznych. Aresztowano go jako element aspołeczny we wrześniu 1940 r. Początkowo zajmował się nim wydział kryminalny milicji.

Widawski służył w Wojsku Polskim w piechocie do 1921 r. Wyszedł z ar­mii w stopniu sierżanta. Był odzna­czony medalem za wojnę 1918-1921 r. oraz medalem 10-lecia państwa pol­skiego. Wróblewski służył 3 lata w ar­mii austriackiej na przełomie wieku i miał stopień kaprala.

Jest jeszcze jedna różnica zasadni­cza. Widawski przeżył wojnę, walczył jeszcze z Niemcami, powrócił do Pol­ski na początku 1947 r. i osiedlił się w rodzinnej Zduńskiej Woli. Wróblewski nie miał takiego szczęścia. Ten Bogu ducha winny człowiek został roz­strzelany podczas panicznego odwro­tu w czerwcu 1941 roku.

Obydwaj nie mieli nic wspólnego z konspiracją antyradziecką. Widaw­ski nie zdążył się nawet dobrze rozej­rzeć, gdy go aresztowano. Wróblew­ski w momencie wybuchu wojny miał lat 59, w dodatku słabe zdrowie. Był starym kawalerem, który z dnia na dzień utracił policyjną emerytu­rę, a później zabrano mu mieszkanie. Zależało mu na tym, by móc przeżyć.

MŁODSZY, KTÓREMU SIĘ UDAŁO

Przesłuchiwany przez zastępcę na­czelnika grupy operacyjnej NKWD, lejtenanta (odpowiednik kapitana w Ar­mii Czerwonej) Aleksandrowa, Łukasz Widawski stwierdził, że od 1936 r. był starszym posterunkowym w Oleski powiat Złoczów: Służba moja polega ta na utrzymaniu porządku, walce ze złodziejstwem, oprócz tego podczas nieobecności komendanta policji Ra­fała Caputy zastępowałem go.

W Olesku było 6 policjantów. Żaden z nich nie należał do policji tajnej, gdyż wydział śledczy zajmujący się prowa­dzeniem spraw kryminalnych, a także o działalność antypaństwową, znajdo­wał się w powiecie. Mimo to w materia­łach sprawy nazwano Łukasza Widaw­skiego referentem politycznym.

Widawski wyjaśnił, że tajną policją śledczą kierował w Złoczowie asp. (wówczas odpowiednik podporuczni­ka) Władysław Czajkowski, wymienił także nazwiska innych znanych mu policjantów. Prawdopodobnie wie­dział o tym, że zostali oni aresztowani niemal natychmiast po wkroczeniu Ar­mii Czerwonej. Nie wiadomo jednak, czy znał ich późniejsze losy.

Asp. Czajkowski, komendant po­wiatowy w Złoczowie, kom. (odp. ka­pitana) Władysław Dańczuk, 4 innych policjantów oraz naczelnicy więzienia, wiceprokurator powiatowy i urzędnik starostwa (razem 10 osób) zostali roz­strzelani w Złoczowie w nocy z 21 na 22 września 1939 r. Warto zwrócić uwagę, że w sprawie tej zbrodni, uznanej przez władze za niezgodną z prawem, prowadziła postępowanie wyjaśniające komisja specjalna po­wołana przez ludowego komisarza spraw wewnętrznych USRR Iwana Sierowa. Siepacze usprawiedliwiali się, że przekroczenie przez nich uprawnień wynikało z zaleceń Nikity Chruszczowa (wówczas I sekretarz KC KPBU i zarazem członek Rady Wojskowej Frontu Ukraińskiego do­wodzonego przez późniejszego mar­szałka ZSRR Siemiona Timoszenkę) i samego dowódcy frontu, którzy do­magali się informacji o rozstrzelaniu choćby kilku nikczemników...

We wniosku oskarżającym w spra­wie Łukasza Widawskiego czytamy, że prowadził aktywną walkę z rewolu­cyjnie nastawioną częścią ludności. Surowo rozprawiał się z uciskanymi przez polską władzę narodowościami ukraińską i żydowską, bijąc i wymie­rzając kary pieniężne. W celu osią­gnięcia swych policyjnych zamierzeń rozbijał szeregi rewolucyjnych robot­ników, werbując agenturę. Wobec po­wyższego Zarząd Bezpieczeństwa Państwowego NKWD Ukrainy uznał, że Łukasz Widawski podlega osądze­niu przez trybunał wojskowy.

Sprawę rozpatrywał 29 listopada I 1939 r. Trybunał Wojskowy Kijowskie­go Okręgu Wojskowego na sesji wy­jazdowej i na jawnym posiedzeniu w Złoczowie... bez udziału prokurato­ra i obrony. Stawili się 3 świadkowie oskarżenia, dwaj Żydzi i Ukrainiec. Podsądny prosił o wezwanie świad­ków obrony (w tym 3 narodowości ży­dowskiej), lecz sąd odmówił... ponie­waż nic istotnego do sprawy nie wnio­są. Na zapytanie sądu Widawski od­powiedział, że rozumie istotę przedło­żonego mu oskarżenia, do winy się nie przyznaje i chce składać wyjaśnienia w sprawie.

Najpierw jednak przesłuchano... świadków. Michel M. zeznał, że Wi­dawski zajmował się sprawami poli­tycznymi, usiłował zwerbować prowo­katora w ruchu komunistycznym (ów nie mógł tego potwierdzić, gdyż już nie żył), aresztował ukraińskiego nacjona­listę i karał grzywną rolników i miesz­kańców za najmniejsze przewinienia.

Świadek Herman Sz. zeznał z ko­lei, że policjant namawiał go do do­nosów na działaczy politycznych, zło­dziei i pędzących bimber, wzywał na posterunek, krzyczał tak, że ze stra­chu obiecałem dostarczyć informacje o działaczach politycznych, ale ani jednej nie dostarczyłem mu, bo sam byłem rewolucjonistą.

Natomiast świadek Osip S. podkre­ślił, że w roku 1938 policja, przy ak­tywnym udziale oskarżonego, rozpę­dziła demonstrujących Ukraińców. Ukraińcy i Żydzi skarżyli się na Wi­dawskiego i mówili, że najgorzej ze wszystkich traktuje ich Widawski.

Oskarżony usiłował się bronić. Stwierdził więc, że świadkowie są źli na niego, gdyż ukarał ich grzywną: Hermana Sz. - za antysanitarne wa­runki panujące w jego zakładzie fry­zjerskim, Michela M. - za antysani­tarne warunki w jego sklepiku (w ro­syjskim protokole tak właśnie to za­pisano: „ławoczka”). Hermana Sz. nie werbował na konfidenta i nie mógł być on donosicielem politycz­nym, ponieważ do żadnej partii nie należał i żadnej informacji udzielić nie mógł.

W swoim ostatnim słowie Łukasz Widawski prosił sąd o zwolnienie go od kary, ponieważ jest niewinny i zwracał się o danie mu możliwości pracy i utrzymania rodziny. Po dwu­dziestominutowej przerwie prze­wodniczący trybunału, prawnik woj­skowy (w tym czasie prawnicy, leka­rze, pracownicy polityczni, inżynie­rowie itp. w Armii Czerwonej nosili ta­kie rangi odpowiadające stopniom oficerskim) Gnidienko ogłosił wyrok. Jego sentencja wraz z uzasadnie­niem, jak skrzętnie zapisano, trwała 5 minut. St. post. Łukasz Widawski został skazany z par. 54-13 (działal­ność antypaństwowa) kodeksu kar­nego USRR na 8 lat wychowawcze­go obozu pracy i później zesłany do Workuty.

Zwolniono go na mocy amnestii w październiku 1941 r. i skierowano do organizującej się Armii Polskiej w Buzułuku. Później walczył w 2 Korpusie Polskim gen. W. Andersa we Włoszech i dosłużył się stopnia st. sierżanta.

Do Polski wrócił po demobilizacji. Nauczony doświadczeniem, wypeł­niając ankietę repatriacyjną 13 lutego 1947 r., swoją profesję określił jako podoficera zawodowego. W rubryce „miejsce pobytu podczas okupacji” wpisał: 1939 r. Rosja niewola. Ani sło­wa o „wyroku” oraz pobycie w ła­grze...

STARSZY, KTÓRY NIE MIAŁ TAKIEGO SZCZĘŚCIA

O sprawie byłego st. przodownika Zdzisława Wróblewskiego wiadomo znacznie mniej. Aresztowany na je­sieni 1940 r. przez organa milicji, nie posiadał już wówczas stałego miej­sca zamieszkania, emerytury ani na­wet dowodu osobistego (po rosyjsku - pasport).

Prowadzący jego sprawę sierżant milicji Butienko postanowił skierować ją do I Oddziału Specjalnego Zarządu

Bezpieczeństwa Państwowego NKWD obwodu lwowskiego: Tam szybko uznano, że Zdzisław Wróblewski został zdemaskowany w pełni i niejednokrot­nie uczestniczył w tłumieniu robotni­czych i studenckich strajków, walczył z ruchem rewolucyjnym na Zachodniej Ukrainie. Postanowiono więc postawić go w stan oskarżenia.

W tzw. wniosku oskarżającym zapi­sano, że Wróblewski przyznał się do winy w całej rozciągłości, oprócz te­go demaskują go zeznania świadków (w tym miejscu figurują 3 polskie na­zwiska, w tym członka rodziny). Tym razem jednak darowano sobie postę­powanie sądowe. Sprawę postano­wiono skierować do rozpatrzenia (po­stanowienie podpisał pomocnik pro­kuratora obwodowego ds. specjal­nych, niejaki Nowicki) przez Kole­gium Specjalne(osoboje sowieszczanije - tzw. trójka, podejmująca de­cyzje do kary śmierci włącznie w spo­sób absolutnie pozasądowy) przy NKWD ZSRR.

Dokładnie w dniu hitlerowskiej agresji na Związek Radziecki, 22 czerwca 1941 roku starszy śledczy Kostienko z Zarządu Bezpieczeństwa Państwowego NKWD Ukrainy zaapro­bował propozycję niższych instancji. Niestety, sytuacja pokrzyżowała pla­ny radzieckiej biurokracji.

W dokumentach znalezionych na Ukrainie natrafiono na niepodpisaną wprawdzie, ale chyba nieprzypadko­wo, informację NKWD ZSRR sporzą­dzoną już w Swierdłowsku (po czę­ściowej ewakuacji Moskwy), datowa­ną na 1 lutego 1942 r. Wynika z niej, że sprawa Zdzisława Wróblewskiego została zdjęta z porządku obrad kole­gium specjalnego. Jako powód po­dano, że Wróblewskiego ewakuowa­no ze strefy przyfrontowej w związku z sytuacją wojenną i nie odnaleziono . w więzieniach. Brak więc było infor­macji o miejscu pobytu oskarżonego.

Nie była to prawda. Po wielu latach prawdziwe dane odnaleziono w Cen­tralnym Archiwum MSWiA w Warsza­wie. Zdzisław Wróblewski został roz­strzelany podczas ewakuacji więzie­nia we Lwowie 26 czerwca 1941 ro­ku...

Artykuł opracowano na podsta­wie zbioru dokumentów pt. „Polskie podziemie 1939-1941. Lwów-Kołomyja-Stryj-Złoczów”; Warszawa-Kijów 1998, wydanych przez Cen­tralne Archiwum MSWiA RP i Pań­stwowe Archiwum Służby Bezpie­czeństwa Ukrainy.

Źródło: Gazeta Policyjna/Marcel Tabor, nr 27/1999, s 8-9

Powrót na górę strony
Polska Policja