Biuro Edukacji Historycznej - Muzeum Policji
Komendy Głównej Policji

Aktualności

Przestępstwo z zazdrość 1/3

Data publikacji 04.06.2021

Przestępstwa dokonywane pod wpływem zazdrości zdarzają się bardzo często i należą do zjawisk bardzo ciekawych pod względem psycho-patologicznym. Mimo to jednak wypadki te były dotychczas mało opracowane tak przez prawników, jak i przez lekarzy-psychiatrów.

Przytoczę faktyczne okoliczności z dwóch spraw o zabójstwo wynikłe na tle zazdrości, które były rozpoznane przez sąd z udziałem przysięgłych.

26 letni gorzelnik N., był oskarżony o zabójstwo młodej dziewczyny M. Pochodząc z rodziny do pewnego stopnia patologicznej, gdyż matka jego była epileptyczką, był jednak dobrym i uczciwym pracownikiem. Trzeźwy, rzetelny, spokojnego usposobienia, N. był na ogół łubiany przez swe otoczenie.

Pewnego razu gospodarz polecił mu pilnowanie letniska, znajdującego się w odległości 20 km od gorzelni. Na tym letnisku poznał się N. z córką gajowego, 17-letnią, wesołego usposobienia dziewczyną. Pokochali się, zbliżyli.

N. zmuszony był wrócić do swej pracy w gorzelni, a wkrótce przyjechała do niego ukochana. Bezskutecznie rodzice prosili córkę o powrót do domu. M. kochała swego chłopca gorąco, była mu oddana całą duszą.

Kochał ją również nie mniej i N., lecz w duszę jego zakradło się straszne uczucie - zardrość, aczkolwiek żadnych ku temu powodów nie było. Zazdrościł on jej przeszłości, aczkolwiek jej przeszłość była czysta jak kryształ. Zazdrościł i przyszłości, gdyż często nasuwały mu się myśli: .a co będzie, gdy mnie przestanie kochać? gdy mnie porzuci? gdy się odda innemu?

Przychodziła mu myśl zawarcia z M. związku małżeńskiego, lecz i tu znowu powstało fatalne pytanie: a jeśli i wtedy go porzuci?".

Ten duch wątpliwości męczył go i w dzień i w nocy, dręczył go, nie dając spokoju, doprowadzał do stanu nieprzytomności. Czarnych tych posępnych myśli N. nie ujawniał nikomu, lecz chował je głęboko w swe] zbolałej duszy.

Tak upływał czas, miesiąc za miesiącem. Nareszcie N. zdecydował się odesłać dziewczynę do ojca z tym, ażeby po urządzeniu swego gospodarstwa, pobrać się z nią i zamieszkać we własnym gniazdku. Decyzja została wykonana. M. powróciła do ojca, N. pozostał w gorzelni. I znowu powstała u niego myśl, czy nie lepiej było rozejść się z M., przecież ona tylko kochanką!

Przemęczony wewnętrzną walką, spowodowaną uczuciem zazdrości, N. nie był w stanie dalej walczyć z sobą i zdecydował się pojechać i zobaczyć się z M. Urlop był krótki. N. widział się zaledwie dwa, trzy razy ze swoją kochanką, która obiecała odwiedzić go na gorzelni. Po powrocie N. nie przestawał myśleć o swojej kochance, lecz nastrój duchowy się nie zmienił. Po kilku dniach M. przyjechała i zanocowała u N.

Nie zważając na to, że byli razem — zazdrość męczyła N. Ciągle walczyły z sobą dwie myśli: jedna — pobrać się z M., druga — rozejść się z nią na zawsze. Nagle przyszła mu do głowy trzecia myśl — zabić M.

Gawędząc z M., N. oświadczył jej, że nie może bez niej żyć, że nie może dopuścić myśli, ażeby ona należała do kogoś innego i że dlatego zdecydował się ją zabić.

— Cóż, zabij — odpowiedziała M.

Taka odpowiedź ogromnie go przeraziła.

Następnego dnia oboje pojechali do ojca M.

Pierwszego dnia nastrój był bardzo przyjazny i pogodny. W ten sam dzień N., nigdy nie używający alkoholu, z ojcem swej kochanki wypił butelkę koniaku i dwie butelki wódki. Żadnych incydentów tego dnia nie było.

Na drugi dzień wypili jeszcze dwie butelki koniaku. N. upił się do takiego stopnia, że prawie nic nie pamiętał, co się działo. Miał on przy sobie rewolwer i strzelał do ścian mieszkania, do lustra i do obrazu św. Mikołaja. Gdy M. wchodziła do pokoju, gdzie ojciec pił z nim, wystrzelona właśnie kula przeleciała obok niej.

— A co, przestraszyłaś się? — zapytał N.

Zupełnie pijany N. mówił ojcu, że się pobierze z jego córką, a tej ostatniej twierdził tylko, że ją zabije, gdyż nie może bez niej żyć. Wieczorem położyli się spać oboje razem.

W nocy przyjechali koledzy N. prosząc, żeby z nimi wrócił na gorzelnię, gdyż jest tam pilna robota. M. zdecydowała się jechać z nimi razem i wstając z łóżka zapytała, w jaką sukienkę ma się ubrać.

— W żadną — odpowiedział N. i w tym samym momencie wystrzelił z rewolweru, który leżał obok łóżka na stoliku i zabił M. na miejscu.

Na zapytanie kolegów, którzy byli w sąsiednim pokoju i natychmiast nadbiegli na odgłos wystrzału, co się stało, N. odpowiedział:

— Zabiłem M., pochowam ją i będę za ta odpowiadał. — Całował jeszcze ciepłe ręce zmarłej. Był przy tym spokojny, tylko oczy miał mętne.

Przed sądem N. tak się tłumaczył: Miałem do wyboru trzy wyjścia: ożenić się z M., porzucić ją lub zabić. Ożenić się nie mogłem, albowiem sama myśl, że może ona być nie moją tylko, doprowadzała mnie do wściekłości. Zresztą, jaki ja mąż? nie mąż, lecz dręczyciel i kat. Porzucić jej nie mogłem. Pozostało tylko zabić — więc zabiłem".

Wyrokiem sądu N., na mocy werdyktu przysięgłych N. został skazany na 8 lat katorgi.

Przestępstwo, oczywiście, zostało popełnione pod wpływem zazdrości, lecz czy chorego, czy też psychicznie zdrowego człowieka?

 

STANISŁAW CZERWIŃSKI, em. prokurator Sądu Najwyższego

Źródło: Na posterunku 22/1939 str. 24 foto  NAC

Powrót na górę strony
Polska Policja