Biuro Edukacji Historycznej - Muzeum Policji
Komendy Głównej Policji

Aktualności

Łzy Krystyny

Data publikacji 12.07.2021

Dzieciństwo Krystyny trwało krótko. Pierwsze łzy małej Krysi i jej młodszego braciszka osuszali pocałunkami kochający rodzice. Potem przyszła wojna, która już na początku zabrała trzyipółletniej dziewczynce ojca, a kilka lat potem matkę… Sześćdziesiąt lat później Krystyna Brydowska mogła z satysfakcją stanąć nad grobem ojca w Miednoje. To ona koordynowała prace związane z budową Polskich Cmentarzy Wojennych w Katyniu, Charkowie i Miednoje. I znowu popłynęły łzy…

Ojca pamiętam jak przez mgłę – mówi Krystyna Brydowska, wice prezes Zarządu Federacji Rodzin Katyńskich, członek Zarządu Warszawskiego Stowarzyszenia Rodzina Policyjna 1939, na co dzień pracująca w Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. – Pamiętam wielkie pakowanie do olbrzymich kufrów, gdy opuszczaliśmy w 1939 r. dom w Szereszowie. Pamiętam, że próbowałam do tych sakwojaży wcisnąć jedną z moich lalek wraz z ubrankami, aby też mogła z nami jechać. Bardzo byłam do moich lalek przywiązana, to były „moje dzieci”. Pamiętam, jak ojciec nachylił się, ucałował nas i powiedział – „To już jadę”. Nigdy więcej go nie zobaczyłam.

OD I KORPUSU DO POLI CJI PAŃSTWOWEJ

Ojciec pani Krystyny Feliks Miszczak urodził się 15 stycznia 1896 r. w Zalesiu, niedaleko Konstantynowa w województwie lubelskim. Był jedynym dzieckiem Michała i Marianny z Sacharczukow. Wcześnie stracił matkę i właściwie wychowała go rodzina wuja.

W 1915 r. został powołany do wojska rosyjskiego, w którym służył do 21 kwietnia 1917 r. Kilka miesięcy później wstąpił do I Korpusu Polskiego, dowodzonego przez generała Józefa Dowbora Muśnickiego. Walczył z Gwardią Czerwoną, zdobywając m.in. Bobrujsk. Po demobilizacji korpusu przedostał się z innymi dowborczykami na ziemie centralnej Polski. Od 18 lutego 1919 r. był w Żandarmerii Krajowej w Lublinie. Uczestniczył w bitwie warszawskiej w 1920 r. W Wojsku Polskim służył do 11 marca 1922 r., po czym został skierowany do Policji Państwowej. Służbę pełnił w województwie poleskim, m.in. w powiecie kobryńskim, na Posterunku Kolejowym w Brześciu nad Bugiem. Był tak że komendantem posterunku w Tomaszówce w powiecie brzeskim, a do września 1939 r. komendantem posterunku w Szereszowie w powiecie prużańskim.

Na stopień starszego przodownika (odpowiednik starszego sierżanta) mianowano go w 1925 r. Odznaczony został m.in.: Brązowym Krzyżem Zasługi, Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918–1921, Medalem Niepodległości i Brązowym Medalem za Długoletnią Służbę.

– Nasza rodzina była bardzo piłsudczykowska – mówi Krystyna Brydowska. – Pamiętam, że w domu było mnóstwo książek. Polska, dobro ojczyzny zawsze były na pierwszym miejscu. Zachowało się takie małe zdjęcie z 1935 r., na którym tata z moją mamą wiozą taczkami ziemię na kopiec Piłsudskiego w Krakowie. Śmieję się, że też tę ziemię wiozłam, bo mama była wtedy ze mną w ciąży.

PO KRACH PRZEZ BUG

Idylla rodzinna nie trwała długo. We wrześniu 1939 r. nastąpiło gwałtowne rozstanie. Janina Miszczak z dwójką dzieci: trzy i pół letnią Krysią i półtorarocznym Januszem przeniosła się do Brześcia, gdzie mieszkała jej rodzina.

– Jeszcze w 1939 r. mama dostała z więzienia w Brześciu gryps, że ojca złapano – wspomina pani Krystyna. – Znam to z opowieści rodzinnych. Mama zrobiła paczkę, zaniosła do więzienia, a tam jej powiedziano, że oj ciec „wyjechał w nieznanym kierunku”.

Po miesiącach niepewności przyszła kartka z obozu w Ostaszkowie. Feliks Miszczak pisał, żeby się o niego nie martwić, że tęskni, jest w niewoli i ma nadzieję na rychłe spotkanie. Był początek 1940 r. Pani Miszczakowa szybko odpisała. Gdy Sowieci potwierdzili w ten sposób miejsce pobytu rodziny, w mieszkaniu babci pani Krystyny zjawili się enkawudziści.

– Szczęśliwym trafem mama była wtedy ze mną gdzieś w mieście – mówi córka przedwojennego policjanta. – Rodzina mojej matki to sybiracy, babunia 17 lat spędziła na zesłaniu. Wiedzieli, o co chodzi. W domu był jeszcze mój brat. Siostra mamy powiedziała, że to jej dziecko. Babunia załatwiła nam przewodników i ja z mamą po drabinach przerzucanych między krami przeszłyśmy na drugą stronę Bugu. Pamiętam, że bardzo ryczałam, że zatykano mi buzię kostkami cukru. Mój braciszek był za mały na taką przeprawę. Został, jako dziecko mojej cioci, siostry mamy, po sowieckiej stronie rzeki. Potem, gdy zmieniał się front, wracałyśmy. W 1943 r. mama zabrała z nami mojego brata. Mieszkaliśmy wtedy na przedmieściu Białej Podlaskiej. W tym domu była też osoba umierająca na gruźlicę. Mama osłabiona przeprawami przez Bug musiała się zarazić, bo w nocy dostała krwotoku i zabrano ją do szpitala.

Do opieki nad dziećmi przyjechała ukochana babunia Władysława i to mimo że w tym czasie jej syn, brat chorej Janiny, wpadł w ręce gestapo, a ona czyniła wszelkie starania, aby go stamtąd uwolnić.

– Wkrótce, mająca wtedy 56 lat, babunia straciła dwoje dzieci – kiwa głową pani Krystyna. – Mama umarła w lutym, a wujka, który działał w AK, rozstrzelano w marcu 1944 r. Babcia została z dwojgiem wnucząt, bez dachu nad głową, bez pieniędzy. Całe szczęście, że żyła jeszcze jedna z jej córek, która dzieliła się z nami swoją skromną nauczycielską pensją.

CMENTARZ DLA OJCA

Pani Krystyna rosła w patriotycznej atmosferze. W domu słuchało się „wywrotowych rozgłośni”. Babcia nie ustawała w poszukiwaniach zięcia. Dzieci w oficjalnych dokumentach podawały, że był urzędnikiem samorządowym. Starały się o rentę po ojcu, bez efektu. W urzędzie wystawiono akt zgonu, który informował, że Feliks Miszczak zmarł… 9 maja 1945 r.!

– Jakaś nadzieja się tliła – mówi Krystyna Brydowska. – Łudziliśmy się, że może wyszedł z Armią Andersa, ale przecież dałby znać… Ciężko było wychowywać się i bez ojca, i bez matki. Dobrze, że mieliśmy babunię.

Pani Krystyna dostała się na politechnikę, gdzie zaangażowała się w działalność opozycyjną.

– To był gorący 1956 rok – wspomina. – Chodziło nam o uwolnienie kardynała Wyszyńskiego, ale również i Gomułki oraz o wyrzucenie Rokossowskiego. Gdy w Budapeszcie było powstanie, oddawaliśmy krew, chcieliśmy jechać na Węgry. To był dobry okres, pełen nadziei. A później był wiec na placu Defilad, gdzie okazało się, że Gomułka nas sprzedał i zapanowało ogromne rozgoryczenie.

Potem była praca. Pani Krystyna pogodzona, że ojciec nie żyje, szukała jednak wszelkich jego śladów. W 1980 r. zaangażowała się w działalność opozycyjną. Z jej balkonu na warszawskim Służewie Radio Solidarność nadało jedną z audycji, w jej mieszkaniu odbywały się spotkania opozycjonistów, przechowywano bibułę.

Na początku lat 90. dostała z PCK kartkę, że ojciec został zamordowany 20 kwietnia 1940 r. w Kalininie (Twerze).

– Ta wiadomość zrobiła na mnie piorunujące wrażenie – pani Krystyna nie kryje wzruszenia. – Wewnętrznie zamarłam. Nie było już odwołania. Teraz wiadomo było już na pewno…

I znowu popłynęły łzy.

Krystyna Brydowska działała już wtedy w Rodzinie Katyńskiej. W kościele św. Karola Boromeusza na warszawskich Powązkach umieściła tabliczkę epitafijną ojca, wcześniej podobną zawiesiła na grobie matki. Potem pani Krystyna trafiła do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, gdzie koordynowała budowę cmentarzy ofiar zbrodni katyńskiej. Jak sama mówi – był to dla niej dar od losu, mogła budować cmentarz dla ojca i jego towarzyszy niedoli. Podczas jednej z jej wizyt podpatrzył ją rosyjski budowniczy, który napisał wiersz… Gdy wyjechał, zostawił go kolegom na budowie, aby przekazali Krystynie. Utwór datowany jest: 27/28 czerwca 2000 r., a jego autor to O. A. Goriaczew. Nie znamy jego imienia, ani „otczestwa”. Robotnicy opisywali budowniczego poetę pani Krystynie, ale ta nie mogła go sobie przypomnieć. Pewnie rozmawiała z nim w Miednoje, on na pewno widział jej troskę o cmentarz. Publikujemy fragment jego wiersza. W całości został on odczytany podczas uroczystości posadzenia dębu pamięci ku czci Feliksa Miszczaka.

Pod sinym, sinym

Rosyjskim niebem,

Wśród sosen

Bolesne i proste

Stoją żale

Gorzkich skrzepów –

Proste

Polskie krzyże.

 

Krzyże –

Stalowe olbrzymy

Tu po pierś

Rosyjskim sosnom

Za czas,

Trzymają się rękami

I szepczą głucho

„Nie za po mnij...”

(...)

Tutaj w niezrównanych

Rosyjskich szczytach

Migają

I topnieją w błękicie

Oczy

Zapłakanej Krystyny,

Która pozostawiła

Łzy na trawie...

(...)

Feliks Miszczak, podobnie jak 6295 jeńców obozu w Ostaszkowie, ma już godne miejsce spoczynku. Polski Cmentarz Wojenny w Miednoje został uroczyście otwarty 2 września 2000 r. Postanowieniem z 5 października 2007 r. prezydent RP mianował st. przod. Feliksa Miszczaka na stopień aspiranta (pierwszy stopień oficerski w PP). 29 września br. w ramach ogólnopolskiej akcji „Katyń… ocalić od zapomnienia” Feliks Miszczak otrzymał swój dąb pamięci przy Zespole Szkół Transportowo-Komunikacyjnych im. Tadeusza Kościuszki w Lublinie. Teraz stanie się częścią zbiorowej pamięci uczniów i absolwentów tej szkoły.

Źródło: Policja 997/Paweł Ostaszewski, nr 11/2009 , s. 28-30

Powrót na górę strony
Polska Policja