Policja Państwowa w obronie Płocka w 1920 r.
Wojna polsko-bolszewicka w 1920 roku to heroiczny zbiorowy wysiłek całego kraju. Wszyscy słyszeli o „Cudzie nad Wisłą”, jednak nie każdy wie o tym jaki wkład w obronę Polski mieli funkcjonariusze Policji Państwowej. Obrona Płocka to tylko jeden z epizodów ale dobrze obrazujący postawę ówczesnych policjantów.
Dla policjantów z Płocka i okolic wojna początkowo nie zmieniła zbytnio zakresu działań i obowiązków. Utrzymywanie porządku, zwalczanie szmuglu i dodatkowo rekwizycje na potrzeby wojska. Jednak w sierpniu, wraz ze zbliżającym się frontem sytuacja zmieniła się diametralnie. Już 6 sierpnia Rada Obrony Państwa postanowiła Policję Państwową zmilitaryzować, co automatycznie spowodowało podporządkowanie władzom wojskowym. Pierwszym dużym wyzwaniem było zapanowaniem nad tysiącami uchodźców i szerzeniem się paniki. Policjanci z opuszczonych terenów wycofywali się jako ostatni przez co czasami wdawali się w potyczki z czołówkami wojsk bolszewickich. Taka postawa była powszechna nie tylko w okolicach Płocka ale i w całym regionie. Bywało, że w krytycznych chwilach (np. we Włocławku) funkcjonariusze walczyli ramię w ramię z wojskiem w okopach.
Dla płockich policjantów najtrudniejsze chwile przyszły 18 sierpnia gdy bolszewicy przebili się w okolicy rogatek dobrzyńskich. Jednak mimo trudnej sytuacji nie tylko nie wpadli w popłoch ale dzielnie stawili opór. Ze względu na dobrą znajomość terenu mieli też dobrą wiedzę sytuacyjną, którą dzielili się z armią. Wojskowi sami przyznali, że policyjny wywiad odegrał dużą rolę. Na korzyść obrońców przemawiał też fakt, że kawaleria bolszewicka, mimo że liczniejsza i lepiej uzbrojona, nie miała doświadczenia w walkach miejskich. Obrońcy mogli też liczyć na pomoc pocztowców (szczególna rola w utrzymaniu łączności), harcerzy i wielu cywili.
Oto kilka konkretnych przykładów, które dobrze pokazują, jak radzili sobie w ogniu bitwy funkcjonariusze:
Post. Stanisław Markowski podczas szturmu bolszewickiego przyłączył się do baterii poznańskiej i w jej szeregach toczył walkę.
Przodownik Jan Bielski, który w dniu bitwy o Płock miał już 60 lat, we wsi Staroźreby dowodząc oddziałem policji stoczył potyczkę z oddziałem kawalerii bolszewickiej, walcząc bagnetem zabił dwóch wrogów. Przeważające siły wzięły go w końcu do niewoli, lecz zbiegł.
St. post. Jan Kłosiński pod ogniem nieprzyjaciela przywrócił porządek na moście, a następnego dnia wziął udział w potyczce i wziął jeńców.
Wielu policjantów w chaosie walk dostało się do niewoli, lecz większości z nich udało się szybko uciec. Tutaj mistrzostwo osiągnął post. Jan Dzierzba, który po różnych potyczkach wzięty do niewoli był dwukrotnie i dwukrotnie udało mu się zbiec.
Oprócz miejskich policjantów do walki stanęli też policyjni „wodniacy”, którzy zasilili żołnierzy w okopach, a także brali udział w obronie miasta na Wiśle. Natomiast po wyparciu bolszewickiej armii funkcjonariusze natychmiast powrócili na odbite tereny i obsadzili wszystkie posterunki. Tak wielkie zaangażowanie w bezpośrednią walkę zaowocowało lawiną pochwał. Głównie od wojska i Żandarmerii Wojskowej. Komendant Zygmunt Tołpyho otrzymał pochwałę Ministra Spraw Wewnętrznych („Monitor” nr 216/20).
Niestety, gdy 20 marca 1921 roku dekorowano zasłużonych w obronie Płocka, w ich szeregach nie znalazł się ani jeden policjant. Niecały miesiąc później Płock odwiedził marszałek J. Piłsudski i również nikt z funkcjonariuszy nie został odznaczony. Nic dziwnego, że wielu uznało taką sytuację za bardzo krzywdzącą dla policjantów. Dlatego tym bardziej należy pamiętać o ich poświęceniu i patriotycznej postawie.
Krzysztof Lis
Fot. NAC, Na Posterunku, Wiki dom. publiczna