„Napisałem i basta …”
”Pani Służba” Zygmunta Nowakowskiego to powieść dla młodzieży o przygodach posterunkowego Policji Państwowej z ilustracjami Lucjana Jagodzińskiego
Pod koniec 1938 r. nakładem warszawskiej oficyny wydawniczej Gebethnera i Wolffa wydano powieść, którą określoną w recenzji, jako "na wskroś państwową, obywatelską". Zanim jednak „Pani Służba” ukazała się w formie książki, była drukowana w odcinkach na łamach „Kuriera Polskiego”. Rok później ukazała się ponownie. Znane jest również wydanie z 1940 r. Komitetu Polsko-Angielskiego w Budapeszcie.
Następujące rok po roku wznowienia książki pozwalają wnioskować, że zyskiwała ona coraz większą popularność. Zachęcano do jej czytania w czasopismach „Strzelec” czy „Orli Lot”. Powieść Nowakowskiego „Pani Służba” została także zatwierdzona do użytku szkolnego przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego RP, jako książka przeznaczona do bibliotek uczniowskich dla młodzieży w wieku od 14 do 16 lat.
Autor „Pani Służby” Zygmunt Nowakowski (1891–1963), a właściwie Zygmunt Tempka był znaną postacią życia kulturalnego międzywojennego Krakowa. Pisarz, publicysta, aktor i reżyser, a z wykształcenia polonista w 1920 r. uzyskał stopień doktora na Uniwersytecie Jagiellońskim. W latach 1926–1929 kierował krakowskim Teatrem im. Juliusza Słowackiego,
a następnie poświęcił się pracy literackiej i dziennikarskiej. Od 1930 r. publikował cotygodniowe felietony na łamach niezwykle popularnego „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”. Był autorem książek, które cieszyły się popularnością wśród młodzieży. Wybuch II wojny światowej całkowicie odmienił jego losy. Opuścił Kraków, a następnie przez Francję dotarł do Wielkiej Brytanii. Po wojnie pozostał na emigracji. W Londynie publikował m.in. w „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza” oraz w „Wiadomościach”, podejmując tematykę polityczną, historyczną i literacką. Współpracował z Rozgłośnią Polską Radia Wolna Europa, dla której przygotował gawędy poświęconych historii i literaturze polskiej. Zmarł 4 października 1963 r. w Londynie. W 1968 r. jego prochy sprowadzono do Krakowa i złożono na Cmentarzu Rakowickim.
Nie mniej znamienitą postacią był autor okładki i 11 ilustracji do powieści „Pani Służba”.Lucjan Jagodziński (1897–1971) - malarz, grafik i ilustrator kształcił się w Szkole Rysunku
i Malarstwa Aleksandra Muraszki w Kijowie, następnie w Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu oraz w prywatnej szkole Konrada Krzyżanowskiego w Warszawie. Ważnym etapem jego artystycznej edukacji był pobyt w Paryżu w latach 1928–1929, gdzie korzystał ze wskazówek Olgi Boznańskiej. W latach 1930–1933 był asystentem w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. Uprawiał malarstwo sztalugowe – tworzył przede wszystkim portrety, akty i kompozycje figuralne. Szczególne miejsce w jego dorobku zajmowała grafika użytkowa. Projektował ilustracje książkowe, znaczki, afisze i plakaty. Był autorem okładki do „Ani z Zielonego Wzgórza” z 1935 r. W latach 1925–1939 prezentował swoje prace w warszawskim Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych. Jego działalność artystyczna nie zakończyła się wraz z wojną. W Polsce powojennej Jagodziński nadal zajmował się grafiką i plakatem; współpracował m.in. z Wydawnictwem Artystyczno-Graficznym, Filmem Polskim oraz kwartalnikiem „Świat Mody”. Projektował także plakaty filmowe, m.in. do „Przygody na Mariensztacie” i „Moulin Rouge”. Zmarł w Warszawie w 1971 roku.
Jeszcze zanim powieść „Pani Służba” trafiła do czytelników, Zygmunt Nowakowski podejmował tematy związane z obecności policjantów w społeczeństwie. Czasopismo „Na Posterunku” w 1937 r. opublikowało felieton jego autorstwa, zatytułowany „Panie Posterunkowy!”. Został on wygłoszony przed mikrofonem Polskiego Radia z okazji dnia Święta Policji Państwowej 10 listopada 1937 r.
„Cóż my o tobie wiem, panie posterunkowy? Nic, prawie nic!” Obserwacje i refleksje autora nad codziennością policyjnej służby, napisane lekkim piórem doświadczonego literata i dziś mogą budzić zainteresowanie. Autor zastanawia się nad tym kim jest anonimowy posterunkowy i na czym polega jego praca.
„Koło ciebie, panie posterunkowy, przewala się tłum ludzki, który obserwujesz, nie będąc na pozór ani uczuciowo, ani rzeczowo zaangażowany w żadną z tego miliona spraw, jakie toczą się po bruku miasta. W żadną, a jednak we wszystkie. Strzeżesz tego, aby się owe sprawy nie zderzyły na samym środku jezdni. Rzeczą twoją jest torować im swobodną drogę, niektóre zaś wyłączyć błyskawicznie z ruchu i zahamować je na czas. Sprawy te są najrozmaitsze, ulica bowiem przewala się pracą, handlem, trudem, chciwością, występkiem, miłością, przemocą, złość bezmyślną. O każdej porze dnia i nocy. W blasku słońca czy w strugach deszczu, w mrokach wieczoru czy w oparach mgły.
Sytuacja przedstawia się tak, że my o tobie, panie posterunkowy, nie wiemy prawie nic, podczas gdy ty o nas wiesz o wiele więcej. Masz rolę obserwatora, jesteś psychologiem doświadczalnym i, jak mniemam, wyrabia się w tobie swoista filozofia, pewien szczególny sposób patrzenia na rzeczy tego świata. Może się mylę, wydaje mi się jednak, że filozofia twoja, panie posterunkowy, jest z gatunku wcale gorzkiego. Postrzegasz, badasz, wyciągasz wnioski, poznajesz...
Stojąc na posterunku, nauczyłeś się czytać w gładkim zwierciadle asfaltu. A w tym wypolerowanym przez miliony stóp lustrze przegląda się życie całe. Na tej lśniącej tafli bystre oko twe, panie posterunkowy, umie dostrzegać wszystko i wszystko zanalizować. Więc prawie niewidoczny ślad nóg, więc błoto, więc krew... Znasz ludzi i ty jeden w tysięcznym tłumie wiesz dużo o każdym niemal przechodniu, klasyfikujesz ich, dzielisz, niektórych nie spuszczając z oka. Zbyt dużo wiedząc, popadasz w zadumę.”
Ważną myślą zawartą w felietonie jest ta, że pomimo dystansu jaki tworzy mundur, policjant jest człowiekiem i… Polakiem.
„Kraj nasz jest wielki, zaludniony rozmaicie i czasem na przestrzeni wielu kilometrów kwadratowych znajduje się jeden jedyny posterunkowy. Dosłownie kropla w morzu! Niekiedy w morzu mniejszości narodowej. Jeden jedyny Polak wśród... Ach, i teraz samo, niewczesne, przyszło słowo „Polak”. Słowo, którego mi brakowało. Ono jakoś wypełnia lukę, staje się pomostem pomiędzy tobą a mną, panie posterunkowy, ono zmniejsza dystans. Przykrym zgrzytem odezwał się wyraz „dystans”, niemniej z całą świadomością użyłem go.”
„Więc posterunkowy cierpi zimno i gorąco, ma żonę i dzieci, jest Polakiem, jest zawsze potrzebnym czynnikiem ładu, a pełniąc swą twardą służbę, często ginie na posterunku. Wydaje mi się, panie posterunkowy, że już coś wiem o panu. Wydaje mi się nadto, że prawdziwy czy rzekomy mur, jaki ma nas dzielić, jest dziwnie mały. Jeśli idzie o mnie, już go nie widzę wcale”
Autor w felietonie mówił również o swoich osobistych doświadczeniach w kontaktach z Policją Państwową. Szczególnie interesująca, w kontekście później wydanej powieści „Pani Służba”, jest informacja dotycząca zasług policjantów we wspieraniu idei Związku Opieki nad Zwierzętami. Zygmunt Nowakowski, jako Prezes Związku Opieki nad Zwierzętami uczestniczył w uroczystości wręczenia nagród posterunkowym Policji Państwowej za działalność na rzecz zwierząt w 1935 r.
Po wydaniu książki„ Pani Służba”, autor osobiście wyjaśniał na łamach czasopisma „Na Posterunku” intencje, jakimi się kierował pisząc powieść. W artykule padają słowa „napisałem i basta”. Autor podkreśla to, co już wcześniej zawarł przywołanym felietonie:
„W opowiadaniu moim chciałem zwrócić uwagę na fakt pozornie prosty, a przecież niejako zapoznany, więc na to, że ten posterunkowy w granatowym mundurze jest... człowiekiem. Oraz, że jest... Polakiem. Zdaje mi się, że czasem zapominamy o tych dwóch faktach, i wydobycie ich na wierzch świadomości stanowi właściwie jedyny cel mej powieści, która nie jest apoteozą, ani też nie była pisana na obstalunek. Sądzę, że im mniejszy mur dzieli policjanta od społeczeństwa, tym bardziej świadczy to o postępie, o podnoszeniu się cywilizacji ku górze.”, „…nie wstydzę się ani samego tematu, ani jego ujęcia. Wrodzona próżność sufluje mi dość śmiałe słowa, które mógłbym zawrzeć w hipotezie, że powieść taka była do pewnego stopnia potrzebna.”
O czym opowiada książka, niezwykle trafnie wyjaśnia anonimowy autor w „Orlim Locie” – miesięczniku kół krajoznawczych młodzieży.
„Treścią tej powieści są dzieje policjanta Józefa Czyża i jego psa Bacy-Ornaka. Józef Czyż, urodzony w jakiejś wiosce położonej pod Turbaczem, po skończeniu kilku klas gimnazjalnych w Nowym Targu dostaje się do trzechletniej zawodowej szkoły dla policjantów, znajdującej się w Mostach Wielkich. Po ukończeniu tejże, jako pierwszą placówkę otrzymuje posterunek w Drohlini na Polesiu, gdzie pod rozumnymi rozkazami starszego posterunkowego Kisielińskiego miał się zaprawiać do trudnej służby policjanta. Do Drohlini przyjeżdża właśnie w chwili pogrzebu Kisielińskiego, którego ktoś podstępnie zamordował w lesie. Po zabitym zostaje pies-lipniak (owczarek podhalański - przypis autora), w którym Józef Czyż ze zdumieniem poznaje swego psa Bacę.Ciekawe są dzieje Bacy, który urodzony w tej samej chacie co i jego pan, dziwnym zbiegiem okoliczności dostaje się również na Polesie. — Odtąd zawsze razem sprawują ciężką służbę w Drohlini — Józef Czyż i Baca. W czasie wypoczynkowego urlopu, a następnie pracy w Krakowie nigdy nie rozstają się — policjant i pies.Dwa lata temu gdy w Wieczór Wigilijny pełnił służbę Józef Czyż w Krakowie pod pocztą otrzymał on gwiazdkę z redakcji I. K. C.Książka napisana jest bardzo ciekawie, w sposób ogromnie zajmujący. Pięknie przedstawiona jest współpraca człowieka i oddanego mu bezgranicznie psa.Żywa akcja, dowcipne epizody, piękne tło powieści sprawiają, że książkę tę czyta się dosłownie jednym tchem. Książkę tę dla jej wielkich zalet należy koniecznie przeczytać.”
Ciekawym doświadczeniem dla młodego człowieka, żyjącego we współczesnej rzeczywistości, mogłaby być lektura powieści sprzed niemal stu lat. Jeżeli ktoś zdecyduje się na przeczytanie książki, której poświęcony jest artykuł i zechce podzielić się wrażeniami i spostrzeżeniami, zachęcamy do ich przesłania.
To jedyna tego rodzaju pozycja w literaturze młodzieżowej II RP i jedyna przedwojenna książka, której głównym bohaterem jest policjant, dlatego warto wiedzieć o jej istnieniu. Książka jest obecnie dostępna na aukcjach internetowych. Jeden z egzemplarzy wydanych w 1939 r. trafił do Zbiorów Historycznych Komendy Głównej Policji.
Tekst: Renata Radzikowska/Wydział Edukacji Historycznej Gabinetu KGP